Ostatnie tygodnie przeżyliśmy pod znakiem wyborów prezydenckich, Byliśmy świadkami ostrych starć, najpierw wszystkich zgłoszonych, a w drugiej turze dwóch prawicowych kandydatów, reprezentujących walczące z sobą, o przywództwo nad narodem panów: Andrzeja Dudę z PiS i Bronisława Komorowskiego z PO. Była to nawalanka nie na argumenty, lecz na obietnice. Duda obiecał każdemu, któremu uścisną dłoń to, co ten chciał, na ponad 250 mld złotych. Komorowski był bardziej rozważny i nie obiecywał "gruszek na wierzbie". Jego obietnice kosztowałyby tylko ok. 29 mld złotych. Tak czy inaczej, jeden czy drugi obiecywali ich realizację nie za pieniądze z własnych kieszeni, lecz nasze , państwowe. Mam pytanie do pana Elekta, skąd weźmie te pieniądze? Przecież nikt mu tych pieniędzy nie da i nie pożyczy, bo prezydent nie ma prawa zaciągania pożyczek w imieniu Państwa Polskiego, nawet gdyby tylko chciał pożyczyć od nas obywateli . Budżet państwa też tego nie udźwignie. Są to więc obietnice bez pokrycia Dziwię się wyborcom, że uwierzyli, iż on jako prezydent, wszystko może. W naszych, polskich warunkach budżet państwa, to jak krótka kołdra jak naciągniesz na głowę - to odsłonisz nogi i odwrotnie. Żeby komuś dać - trzeba komuś zabrać. Komu zabierze nie wyjaśnił.
Może zmienił bym swoją złą opinię o nowym prezydencie, gdyby on sięgnął po pieniądze, którymi dziś bezmyślnie szafuje PO. Byłbym pełen uznania dla pana Dudy, gdyby wezwał Ministra Obrony i cofnął projekt zakupu rakiet i śmigłowców; gdyby przestał finansować Kościół katolicki i faworyzować hierarchów tego Kościoła, uznawać ich za autorytety moralne w sprawach światopoglądowych i spełniać ich zachcianki finansowe, a uzyskane fundusze przeznaczył na edukację rozwój innowacyjności, tworzenie miejsc pracy i szeroko pojętej opieki społecznej. Tego nie zrobi. Zbrojeniówki nie ruszy, a biskupom będzie się nadal podlizywał i realizował ich postulaty.
Uważam, że zrobi niewiele . Liczy na nowe rozdanie w Sejmie, uważając że obsadzony zostanie zwolennikami "prezesa" którzy będą głosowali jego rozumem a nie swoim, że w ten sposób przegłosowana zostanie każda jego inicjatywa złożona w Sejmie. Może się pomylić.
Pan Duda nie podniesie też żadnej inicjatywy z pakietu światopoglądowego. Nie poprze projektu ustawy o zniesieniu konkordatu, którym polska prawica oddała Polskę w niewolę obcemu państwu jakim jest Watykan. Nie ruszy związków
partnerskich i jednopłciowych czy inwitro. Jest On skrajnie prawicowym katolikiem i Jego światopogląd nie będzie pozwalał mu popierać tego , czego nie popierają hierarchowie
Byłbym nawet zadowolony z pana Dudy, gdyby w dniu objęcia urzędu powiedział: Jestem katolikiem i to mocno wierzącym, ale od dziś, swoje uczucia religijne zostawiam w domu i decyzjach będę reprezentował interesy wszystkich obywateli żyjących w konstytucyjnie świeckiej Polsce. Nie będę konsultował swoich przemyśleń z Episkopatem, o. Rydzykiem , innymi biskupami, czy innymi "doktorami kościoła". On jednak tego nie powie, a jako niepewny tego czy da radę sam wypełnić te obietnice, wezwie , w czasie zaprzysiężenia siły nadprzyrodzone słowami: "tak mi dopomóż Bóg". Wszystkich parlamentarzystów, którzy tę klauzurę wypowiadali, uważam za nieudaczników , którzy nie wierzą we własne siły i muszą podpierać się "Bogiem".
Będę patrzył na ręce panu Dudzie. Na razie nie widzę aby był moim prezydentem. Ark.Hen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz