Przeglądając swoją bibliotekę, znalazłem miesięcznik "Magazyn Polski" nr 8 z sierpnia 1989 roku. Przeleżał między książkami 25 lat. Chciałem zobaczyć o czym w tym miesięczniku pisano 25 lat temu. Zajrzałem do środka, a tam już na pierwszej stronie, w przedmowie "Do Czytelników" odniesienie do obecnej sytuacji sejmowej. Dwa miesiące wcześniej, w czerwcu 1989 roku powołany został w wyborach tzw. Sejm kontraktowy, który działał do jesieni 1991 roku. Już na samym początku w działaniu tego Sejmu musiało być coś nie tak, że naczelna redaktor miesięcznika pani Ewa Sobolanka powołała, ustami wymyślonego Misia Go-Go, tekst Mikołaja Reja z Nagłowic z "Krótkiej rozprawy między panem, wójtem i plebanem". Ponieważ już 25 lat temu rozpoczęły się, kłótnie, oskarżenia, pomówienia i rozsiewane plotki - też w dzisiejszym Sejmie kwitną, a posłowie walczą raczej o swoje niż o dobro narodowe, dla dobra publicznego postanowiłem udostępnić ten tekst, przyniesiony do redakcji " Magazynu Polskiego", przez Misia Go-Go.:
"Wiarę snać z sejmu naszego
Nie słuchamy nic dobrego,
Już od kilku niedziel bają,
A w niczym się nie zgadzają.
Podobno jako i łoni
Każdy na swe skrzydło goni,
Pewnie Pospolitej Rzeczy,
Żadny tam nie ma na pieczy.
Boć i owi z pustą głową,
Co je rzekomo posły zową,
Więcej też sobie folgują,
A co jem trzeba, kują.
Bo jedni są, co się boją,
Drudzy o urzędy stają,
Jako tako pochlebują,
Gdy co kto smacznego czują."
( "Magazyn Polski nr 8 z sierpnia 1989 r , str.1)
Te, napisane kilkaset lat temu wersety, pokazują, że tak jak kiedyś, obecnie posłowie i politycy nie używają głów do myślenia o Polsce, ale dla własnych, partyjnych i osobistych interesów. Widać to wyraźnie, słuchając różnych debat, konferencji prasowych i indywidualnych wystąpień.
Dedykuję ten wpis prostym ludziom, aby wnikliwie przyglądali się parlamentarzystom, posłom, senatorom i innym przedstawicielom wybieranych w wyborach samorządowych i odrzucali plewy od ziarna.
Tekst ten polecam też do przemyśleń przywódcom wszystkich partii i partyjek, bo cierpliwość wyborców też ma swoje granice. Ark.Hen.