czwartek, 22 października 2009

Zbliżają się dwa miesiące (listopad - grudzień) w których święta kościelne wprowadzaja wielu ludzi w ogromne stresy. Przedstawiam swoje przemyślenia zapisane w notatniku. Liczę na ocenę moich obserwatorów. Pozdrawiam Ark Hen

2.11.1997r.
Święto zmarłych, czyli „wszystkich świętych”, obchodzone jest w Polsce bardzo uroczyście. Wytwarza to jakąś ogólną psychozę. Jeśli nie pójdziesz na cmentarz, to zaraz stres, poczuwasz się do tego, że nie spełniłeś obowiązku wobec zmarłych. Psychoza. Jest to społeczne zmuszanie człowieka do udziału w czymś, czego sam nie pochwala. Ja chodzę na cmentarz wtedy, kiedy mam taką potrzebę. Może to być każdy dzień w roku. Jednak sam ulegam tej psychozie, może ze względu na ludzi, aby moje groby nie były zaniedbane i żeby się ludzie nad nimi nie użalali.


2.11.1998r.
Przez ostatnie dwa dni odwiedziłem kilka grobów swoich bliskich. Jednak nie wszystkie. Nie byłem u Zygmunta i Gieńka, u stryjków i innych Henszelów. Nie byłem też na grobie ciotki Stachy. Gdzieś w Jeleniej Górze jest pochowana moja chrzestna ciotka Janka. Nie ma okazji, aby tam pojechać. Kiedyś gdzieś wyczytałem, że człowiek żyje dotąd, dopóki choć jeden człowiek o nim pamięta.
Pogoda była marna. Wczoraj na Bródnie cały czas siąpiło. Dlatego i ludzi było mniej. To święto powinno być latem. Ludzie nie marzliby i nie narzekali, że ten obowiązek wobec zmarłych muszą wypełniać w tak brzydką pogodę.

W TV 31.10 i 1.11 nadawali wiele wspomnieniowych audycji. Mówili o zmarłych sportowcach, artystach, poetach. Wymieniano nazwiska wielu ludzi zasłużonych dla naszej kultury. Czas pamięci o przemijaniu. Kiedyś i mój czas przyjdzie i inni będą czuli się w obowiązku przychodzenia na mój grób. Takie jest życie. A co do tego święta: uważam, że nie powinno ono istnieć. Ludzie uważają za swój obowiązek iść na cmentarz właśnie w tym dniu. Jeśli nie pójdą, to gnębią ich wyrzuty jakiegoś niedopełnionego obowiązku. Wydaje się, że ten nieodwiedzony grób jakoś płacze i jest czymś gorszym. Przechodzący koło niego wyrażają litość nad „niby” zaniedbanym grobem, na który nikt nie przyszedł. Ta psychoza udziela się i mnie, choć na groby swoich bliskich chodzę częściej niż ten jeden raz w roku.


2.11.2002r.
Dziś jedziemy do Sulejówka na grób rodziców i Grzegorza. Jedzie z nami Czesia. Potem obiad u nas. A poza tym nic się nie będzie działo. Wstąpimy na jakąś godzinkę do Zygmunta, bo będąc na cmentarzu u zmarłych nie wypada nie wstąpić do żywych.
Ludzie częściej odwiedzają zmarłych niż żywych. Żywi natomiast spotykają się wszyscy na pogrzebach. Tak się jakoś przyjęło w kulturze katolickiej.
Większość ludzi nie uznaje święta „wszystkich świętych jako dnia sławienia świętych. Jest to dla wielu tylko dzień pamięci o zmarłych.
Na świecie nie ma dnia, żeby nie działy się jakieś kataklizmy. Jak nie akcje terrorystyczne, to walka z siłami przyrody. W tym tygodniu nastąpiła erupcja wulkanu Etna połączona z trzęsieniem ziemi we Włoszech. W jednym z miasteczek na Sycylii zawaliła się szkoła. Zginęło 29 osób, w tym 25 dzieci. Papież za nich się modli, lecz jego modlitwy zdają się „psu na budę”, tak jak wszystkie jego modły i nawoływania. A głupi wierzą, że on coś może. Nic nie może. Ślepe siły przyrody są niezależne od jakiegokolwiek boga, a ludzie też nie liczą się z tym, co według Jana Pawła II nakazuje im Bóg. Mimo swej religijności okazywanej bliskim na co dzień są niewierzący i postępują nie według prawa bożego, lecz według dzikich praw przyrody.
Czy to znaczy, że ten, co nie wierzy jest dzikusem zdolnym do zabijania, czynienia gwałtu i zła? Nie. Oprócz praw przyrody, którymi kieruje się cały świat zwierzęcy istnieją jeszcze prawa ogólnoludzkie, humanistyczne, które były pierwotne w stosunku do praw boskich. Z nich to Kościół wybrał Dziesięcioro Przykazań, chcąc w ten sposób ucywilizować prawa natury i stępić antykościelne prawa humanistyczne. To się prawie udało.



Długi stres kościelny.

Dwa ostatnie miesiące roku przyprawiają nas o wzmożoną ilość stresu kościelnego. Już od połowy września zaczynamy się martwić, czy zdążymy objechać wszystkie cmentarze, oporządzić groby naszych zmarłych i przy każdym zastanowić się chwilę nad Jego życiem i śmiercią. Przypominają nam o tym obowiązku publiczne środki masowego przekazu, z jednej strony przekonując nas, że to nasza katolicka powinność i patriotyczny obowiązek, że stosunkiem do zmarłych różnimy się od innych narodów i wyznań religijnych. Pokazuje się nam groby sławnych Polaków zasłużonych dla Narodu jak i zdrajców, szpiegów obcego wywiadu ( płk Kukliński) i każe się nam o nich w tym dniu pamiętać
Z drugiej strony straszą nas zatorami na drogach, ograniczeniami w ruchu drogowym, możliwością wypadków, złodziejstwem na cmentarzach i innymi kataklizmami, które w tym dniu mogą nas spotkać. ( W ciągu trzech dni świątecznych wydarzyło się około 600 wypadków drogowych w których zginęły 72 osoby – czy papież wspomni o nich w najbliższą niedzielę z okna Watykanu?)
W każdym kościele katolickim bębnią nam na okrągło o tym, jakie to szczęście nas spotkało, że umarł nam ojciec, matka, dziecko czy przyjaciel. Przecież wg nich oni nie zmarli, oni zmienili miejsce zamieszkania na lepsze. Totalna bzdura. Ja ciągle nie mogę przeboleć śmierci swojego syna , bo jeszcze jego miejsce powinno być na Ziemi wśród nas. Ta cała kościelna krucjata przed świętem „Wszystkich Świętych” służy tylko napędzaniem koniunktury handlowej dewocjonaliami i wyciąganiem przez kler ostatniego grosza od wiernych za dusze zmarłych podczas mszy wspominkowej. Przy każdej bramie cmentarnej i przy wejściach do kościołów widać czarny stolik z księdzem czekającym na datki z tej okazji.
Ta sytuacja doprowadza nas do głębokiej depresji, zwłaszcza gdy nie jesteśmy w stanie (zdrowie, czas i inne losowe sytuacje) sprostać cmentarnym obowiązkom. Robimy wszystko by sprostać, bo co sobie o nas ludzie pomyślą.
Jakość grobu, w dniu tego święta, jest wyznacznikiem naszego stosunku do zmarłych. Twierdzenie nieprawdziwe. O bliskich, którzy odeszli nie zapomina się nigdy. Oni żyją dotąd w naszej pamięci i myślach, dopóki my żyjemy. I nie ważne jak wygląda nasz grób w dniu 1 listopada, ważna jest nasza pamięć o tym, kogo w nim złożono, a pamięć ta nie znika natychmiast po zapaleniu świeczki i odetchnięciu z ulgą, że spełniło się obowiązek wobec zmarłych.
O zmarłych pamiętajmy przez cały rok. Świeczkę i kwiaty możemy złożyć każdego dnia roku i tyle razy kiedy poczujemy taką potrzebę. Unikniemy wtedy stresu kościelnego związanego z dniem „Wszystkich Świętych”.

       Jeszcze nie zgasły ognie ostatnich zniczy na grobach naszych bliskich, a już handlowcy w reklamach przypominają nam o nowym stresie, w który nas wpędzą. I nie tylko handlowcy. Proboszcz jednej z parafii na warszawskim Ursynowie ogłosił swoim wiernym, że od połowy listopada rozpoczyna tzw. „kolędowanie”, to jest chodzenie księży rzymskokatolickich od mieszkania do mieszkania po tradycyjne datki bożonarodzeniowe. Według proboszcza zakończy on akcję dopiero w marcu, bo jego księża muszą dotrzeć do wszystkich 28 tysięcy parafian.
I znów stres. Najpierw wpędzą nas w niego handlowcy wmawiając nam, że z okazji świąt każdy powinien otrzymać prezent. Ich nie obchodzi skąd dziadek czy babcia, bezrobotny rodzic czy samotna matka będąca na zasiłku wezmą na to pieniądze. Oni tak rozkręcą reklamy, tak zamącą w głowach, że ten kto nie kupi prezentu, albo będzie się chciał wyłamać z tradycji, będzie się czuł winnym zaniedbania – i to jest jedna strona stresu świątecznego.
      Jego druga strona należy do kleru. Księża będą nas przekonywać o różnych dobrodziejstwach spływających na nas z okazji tych świąt. Pomysłowość ich nie zna granic. I nie chodzi tu tylko o to aby czcić dzień narodzenia Chrystusa, lecz o zebranie jak najwięcej pieniędzy. Temu celowi służy księże kolędowanie. Ksiądz pod pozorem odwiedzin przychodzi po wcześniej przygotowaną kopertę. Nie zdarzyło się w historii księżego kolędowania , by duchowny wchodząc do biednego domu wyjął jakieś własne pieniądze i położył je na stół, na przykład na słodycze dla dzieci. Nie zdarzyło się, żeby ksiądz przychodząc do rodziny z dziećmi wyciągnął z kieszeni swej sutanny cukierki i obdarował nim dzieciaki. Zawsze tylko oni biorą.
Ostatnio kolędowanie stało się również elementem kościelnego szpiegostwa. Jak powszechnie wiadomo, wszyscy jesteśmy zapisani w parafialnych komputerach. Odnotowuje się, w prowadzonych w nich kartotekach, wszystkie sprawy. Obok imienia i nazwiska są tam dane personalne wszystkich członków rodziny i uwagi o ich pobożności, hojności, posłuszeństwie wobec proboszcza, udziale w ceremoniach kościelnych i egzorcyzmach, poglądach na różne interesujące Kościół tematy, o intymnych sprawach rodziny, a przede wszystkim powinności nasze wobec parafii zwłaszcza finansowe.
Kolędnicy w sutannach zadawać będą pytania, których nie powstydziłby się nawet wytrawny prokurator czy inny członek sejmowej komisji śledczej. Przy tym zachowywać się będą arogancko pouczając i ganiąc udzielającego odpowiedzi gospodarza domu, u którego jest gościem i powinien zachowywać się jak na gościa przystało. Wszystkie zebrane w czasie kolędowania wiadomości będą wykorzystane przeciw nam w najmniej spodziewanym momencie.
Starajmy się przeżyć ten ciężki okres spokojnie. Tradycyjne wolne dni wykorzystajmy radośnie jako święto rodzinne i nadajmy im świecki charakter. 1
1 Opublikowany w Biuletynie Informacyjnym APP „RACJA” nr 11(19) z grudnia 2004 r.

piątek, 2 października 2009

Mój światopogląd.

Do otworzenia tego tematu zainspirował mnie artykół panów Mariusza Janickiego i Wiesława Włodyki pod tytułem: "Politycy w zakrystii", opublikowanym w tygodniku "Polityka" Nr 39(27724) str. 16 - 17, z dnia 26 września 2009 roku.
Autorzy podsumowują całokształt stosunków Państwo - Kościół katolicki
i stwierdzają:
"Przez 20 lat wolnej Polski Kościół katolicki osiągnął wszystko, co zamierzał, choć nie tylko w sferze duchowej, co politycznej. To politycy dali Kościołowi siłę, która teraz w nich samych budzi respekt. I zniechęca do rozpoczęcia debat, jakie przedwcześnie zamknęli."
Jest to artykół analityczny, wart przeczytania. Nie będę go streszczał. Jest zbyt długi. W konkluzji autorzy stwierdzają, że w wyniku tych stosunków w siłę urósł Kościół instytucjonalny i hierarchowie, natomiast Państwo straciło dużo i nadal traci materialnie i ideologicznie. Stajemy się państwem wyznaniowym, kościelnym, a politycy ze wszystkich opcji politycznych - klęczącymi wasalami biskupów. Ubiegają się o ich poparcie.
Pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, zacząłem prowadzić notatki (codzienne) na różne tematy. Postanowiłem, że codziennie dokonam jakiegoś wpisu, bo każdego dnia coś się dzieje zasługującego na ocenę.
Wstawałem rano. Sprawdzałem temperaturę na termometrze za oknem i ciśnienie atmosferyczne na domowym barometrze. Siadałem na fotelu i zapisywałem te dane. Następnie, od myślnika wszystko to, co w poprzednim dniu uznałem za godne ustosunkowania się. Tak między innymi powstał zbiór moich przemyśleń światopoglądowych.
Dużo miejsca poświęciłem krytyce kleru katolickiego, bo zawsze uważałem, że jest on najbardziej zakłamany, obłudny, butny i chciwy.
Swoje zapiski robiłem pod konkretnymi datami. Będę zamieszczał je kolekno, a moich miłych obserwatorów proszę nie tylko o przychylne, ale i krytyczne recenzje. AR. HEN.

MOJE ANTYKLERYKALNE MYŚLI.
Z klerem, zwłaszcza katolickim, jestem w stanie wojny od dawna. Uważam ich za krętaczy, oszustów, pijaków i to nie tylko w sprawach ziemskiego bytowania. Uważam ich za zwykłych szulerów w sprawach wiary uzurpujących sobie jedynie prawo do pośrednictwa między ludźmi a Bogiem. Uważam ich za świadomych siewców ciemnoty wśród prostych ludzi, pokrętnych polityków, którzy wykorzystując każdą władzę, okradają skarb państwa, w zamian nic od siebie nie dając. Uważam, że kler, zwłaszcza katolicki, jest sprawcą wielkiego zła w sferze moralności. Za wszelką cenę chcą w Polsce zbudować państwo kościelne. Pomagają im w tym ci świeccy, którzy z Kościoła żyją i ci, którzy liczą na jego poparcie w sprawach politycznych.
Od 2.09. 1992 roku prowadzę zapiski, coś w rodzaju pamiętnika. Zapisuję w nim swoje myśli i uwagi na różne sprawy, w tym i na tematy zjawisk wśród kleru, a zwłaszcza hierarchów kościelnych. W śród kleru dołowego jeszcze można znaleźć porządnego księdza. Postanowiłem wyciągnąć te zapiski w jedną całość. Wypisuję je pod datą, według jakiej została zapisana
5.09.1992 r ( szpital na Szaserów)
„Żołnierze leżący ze mną chętnie podejmują tematy światopoglądowe. Powiedziałem im, jaki jest mój światopogląd i na czym on polega. Byli zainteresowani. Zaciekawiła ich moja recenzja „Biblii” jako „ baśni z tysiąca i jednej nocy”, oraz okrucieństwa Boga wobec ludzi, zwłaszcza w „Starym testamencie”.
„ Po południu przeczytałem książkę Andrzeja Doniemirskiego p.t. „Reinkarnacja”.”
6.09.1992 r (szpital)
„Czytam dalej „Reinkarnację”. Zainteresowały mnie poglądy Starożytnych na istotę człowieka. Człowiek to, w ich pojęciu, istota dwuskładnikowa. Ciało i pamięć. W chrześcijaństwie; ciało i dusza. W marksizmie tylko materia. U Hindusów pamięć nikomu nie podporządkowana jest wolna. U chrześcijan dusza zależna od Boga. On decyduje o jej losie. W marksizmie, wraz ze śmiercią znika człowiek.
15.09.1992 r ( Cytadela)
„O godz. 12.00, wziąłem udział w uroczystości wmurowania aktu erekcyjnego pod budowę pomnika tzw. „Maczkowców”. ( Od nazwiska gen. Maczka – byłego dowódcy 1 Dywizji Pancernej, walczącej w 1945 r na froncie zachodnim). Uroczystość otworzył dowódca WOW gen. bryg. Julian Lewiński. Następnie przewodniczący Światowego Związku Maczkowców powiedział, że „...po latach niewoli i poniewierki pomnik stanie na Cytadeli wśród braci wojskowej”. Następnie płk Pietrzak ( szef Oddziału Wychowawczego), w imieniu zebranych na uroczystości, oraz wszystkich żołnierzy WOW, poprosił biskupa polowego o poświęcenie tego kamienia węgielnego. Biskup polowy gen. bryg. Sławoj Głódź wezwał do modlitwy. Niestety, z około 250 osób zebranych, nikt mu w modłach nie towarzyszył. Sam musiał sobie dopowiadać sekwencje przeznaczone do powtarzania przez wiernych. Nikt nie powiedział też końcowego „amen”. Musiało biskupowi być głupio.”
20.09.1992 r
„Co złego zrobiła religia? Czy ogranicza się prawa religii i wierzących? Te pytania sformułowałem na podstawie stwierdzeń jakiegoś księdza, który w audycji redakcji katolickiej w dniu 20.09 stwierdził, że tak właśnie jest.
Moje zdanie w tej sprawie:
Państwo świeckie. Nikt nikomu nie zabrania wychowywać dzieci w religii.
Jakikolwiek wpis o religii na świadectwach stwarza możliwość dyskryminacji. Nie można być pewnym, że w przyszłości, jakiś ZCHN-owski urzędnik państwowy ( rektor uczelni, kadrowiec państwowy, czy inny), w wypadku dwóch kandydatów na jedno stanowisko, nie wybierze tego, który na świadectwie ma stopień z religii, a odrzuci tego, który ma stopień z etyki, lub wcale nie ma tego stopnia. Ja jestem tego pewien, że w przyszłości tak będzie. Kościół ma potężną bazę finansowo – propagandową. Jego funkcjonariusze, to fanatyczni bojownicy. Z doświadczenia wiem, że w ich boju chodzi o pieniądze, a nie o Boga. Obserwuję czasami duchownych i działaczy katolickich. Np.: gruby gen. bryg. ks. biskup polowy Głódź. Odprawia swoje jak automat. Nie interesuje się reakcją zebranych. Nie jest aktorem, jak jego przełożony papież Jan – Paweł II. Przy stole zachowuje się żarłocznie. W rozmowach służbowych udaje skromnego, ale jak nadarza się okazja to bierze wszystko. Nie słyszałem, aby komuś w czymś pomógł.
Raz spotkałem księdza Jankowskiego. Było to w 1991 roku na jakiejś odprawie w Centrum Konferencyjnym MON przy ul. Żwirki i Wigury. Jankowski miał tam krótkie wystąpienie na temat dziedziczenia tradycji. Oczywiście, według niego, wszystkie zwycięstwa wojskowe Wojska Polskiego są zasługą Boga. Nie wspomniał o klęskach. O tym, że klęski poniesione przez Polskę, to wynik opuszczenia Polski i Polaków przez tegoż Boga. Bóg stanął po stronie naszych wrogów. W przerwie obiadowej przysiadł się do naszego stolika. Jadł bardzo dużo. Robił wrażenie człowieka wygłodzonego. Unikał rozmów na tematy drażliwe. Nie odpowiadał na kłopotliwe pytania.
Bóg zawsze sprzyjał i sprzyja silnym i bogatym. Biednych, słabych i chorych opuszcza. I to jest w nim najgorsze.
Dla kleru bogiem są pieniądze i dobra materialne. Światłość wiekuista jest tylko przykrywką dla ich zdobywania, jest narkotykiem do hipnotyzowania naiwnych ludzi. Lenin dobrze stwierdził, że „religia – to opium ludu”. I to jest najgorsze. Żerują na uczuciach i z tego czerpią zyski.
Jeden raz w życiu widziałem księdza w rozpadającym się habicie i w zdartych butach. Było to w 1951 roku w Łężycach. Był to stary ksiądz, który na piechotę chodził od szkoły do szkoły ( od wsi do wsi) i uczył dzieci religii. Byłem w tym czasie na progu swego ateizmu i antyklerykalizmu – ale tego zawsze mile przyjmowałem i chętnie z nim rozmawiałem. Zapomniałem jego nazwiska. Szkoda. To był naprawdę ksiądz z powołania, który wierzył w to, co robi, a zasady wiary stosował w praktyce. Dziś już takich nie ma.