Obudziłem się zlany potem. Starałem się ratować i sięgając do nocnej lampki, stojącej na kredensie, straciłem przytomność. Nie wiem co się później działo. Gdy otworzyłem oczy, to zdziwiłem się, że leżę na podłodze z głową w kierunku okna. Byłem przylepiony do podłogi całą powierzchnią ciała z rękami wyciągniętymi do przodu. Świadomość wracała bardzo powoli. Pierwszą, moją myślą było pytanie: dlaczego leżę na podłodze i dlaczego nie mogę ruszać rękami, nogami ,ani innymi częściami ciała. Przebłyski świadomości to zanikały, to powracały. Przy kolejnych przebłyskach zdałem sobie sprawę, że uległem niedocukrzeniu i że w takim stanie mogą być poważne powikłania i że można nawet zapomnieć swego nazwiska. Leżąc,plackiem na podłodze, zadawałem sobie, nz głos, pytania:
- Arek ! Czy ty jeszcze żyjesz? -Sam sobie odpowiadałem. Myślałem, że jeśli słyszę swój głos i rozmowę z samym sobą, to znaczy, że żyję.
- Arek ! Czy wiesz jak się nazywasz i gdzie mieszkasz? - I odpowiadałem. Słysząc prawidłowe odpowiedzi uspokoiłem się, że na razie nie ma żadnych zmian w mózgu.
Te myśli przychodziły zaraz po otworzeniu oczu, natomiast możliwość , poruszania się przychodziła bardzo wolno i stopniowo. Najpierw głowa. Trochę ją podnosiłem na wysokość 8 -10 centymetrów, ale zaraz z hukiem spadała na podłogę. W pewnym momencie stwierdziłem, że mam na sobie bardzo mokrą górę od piżamy. Z początku myślałem, że zsikałem się w łóżko, albo ktoś mnie oblał wodą. Sikanie wykluczyłem. Dół piżamy był suchy, ale kto i dlaczego oblał mnie wodą? Takie mało logiczne myśli plątały mi się w głowie.
Mokra piżama sprawiała mi dodatkowe dolegliwości. Ściskała klatkę piersiową i utrudniała oddychanie. Nie miałem jeszcze siły by ją ściągnąć. Ciało nie reagowało na bodźce. Po pewnym czasie ściągnięcie, mokrej jak ścierka od podłogi, bluzy było, w tej sytuacji, wyczynem. Po ściągnięciu bluzy, jeszcze leżąc na podłodze, ogarnęła mnie senność. Zdawałem sobie sprawę, że w tej sytuacji nie wolno mi zasnąć. Powtarzałem jak mantrę: Arek, nie usypiaj! Jeśli uśniesz, to już się nie obudzisz. Powtarzałem to bardzo głośno.
W międzyczasie wątroba, prawdopodobnie uwalniała, do krwioobiegu, zgromadzoną w sobie glukozę. Ta docierała do mózgu i zaczęło się powolne przywracanie funkcji życiowych. Zacząłem poruszać rękami i podnosić się, ale zaraz spadałem na twardą podłogę, Po wielu próbach, namacałem stojący w pobliżu fotel i mocno się jego trzymając, wstałem na chwiejne nogi. Już w pozycji stojącej sięgnąłem do kontaktu i zapaliłem nocną lampkę i na chwiejnych nogach, opierając się o meble, dowlokłem się do stolika, na którym miałem glukometr.Zmierzyłem. Aparat wykazał poziom 67 mg/D. Zjadłem kilka kostek cukru.
Pomału wracałem do sił i świadomości. Zapaliłem górne światło i się przeraziłem. Pokój był prawie zdewastowany. Na podłodze porozrzucane przedmioty z kredensu: zegar , telefon , przybory i materiały piśmienne i inne drobiazgi, ale najdziwniejsze było to , że telewizor stojący pod ścianą przy oknie, na stoliku przy moim łóżku, spadł na nie, rozbijając po drodze głośniki od wieży radiowej. Czułem się bardzo osłabiony. Ostatkiem sił postawiłem telewizor na stolik i zwaliłem się na posłanie i natychmiast zasnąłem.
Obudziłem się następnego dnia o 10,00 i zacząłem się zastanawiać, co się właściwie tu stało. Nie pamiętałem nocnego wstawania, nie pamiętam przewracania się, po prostu nic nie pamiętam. Zastanawiałem się jak i dlaczego spadł telewizor i dlaczego pospadały przedmioty. Przecież z własnej woli nie pospadały. Musiała być jakaś przyczyna. Nic nie pamiętam. Całkowita luka w pamięci od godziny 23.00 do 2.30. Tę godzinę zobaczyłem po zapaleniu światła.
A co się mogło wydarzyć? Tylko na zasadzie dedukcji. O 22.50 - wstrzyknąłem sobie insulinę i położyłem się spać. Insulina NovoRapid ma działanie szybkie, ale krótko działające. Działa do trzech godzin, a szczyt osiąga po 1,5 godzinie. Tak więc około godziny 0,30, nastąpił kryzys, czyli hipoglikemia. Musiałem ją poczuć i chciałem się przed nią ratować, ale poziom cukru tak raptownie spadał, że zaraz po przebudzeniu i próbie wstawania, straciłem przytomność. Zdążyłem jeszcze wstać i zrobić krok do kredensu. Chciałem zapalić nocną lampkę, ale już się chwiałem. Osuwając się na podłogę, lewą ręką strąciłem przedmioty z kredensu. Przewracałem się w kierunku okna i musiałem jeszcze zdać sobie sprawę, że przewracając się, uderzą głową o kaloryfer. Ratunkiem był telewizor stojący na stoliku po prawej stronie. Padając, musiałem uchwycić się telewizora i razem z nim upadałem. Telewizor na łóżko - ja na podłogę. Wszystko to działo się działo się między godzinami 23.00 a 2.30 poza moją świadomością. Przerwa w życiorysie.
Dlaczego dałem tytuł " STAN GŁUPOTY " ? Dobrze wiedziałem, że bez konsultacji z lekarzem mogę sobie dodać nie więcej niż 1-2 ju insuliny, ale ja chciałem zrobić eksperyment. Wyliczyłem, że te 5 ju da mi rano wymarzony wynik 100mg/D na czczo. Zignorowałem zalecenie lekarza. Nie wiedziałem, że w oporności insulinowej, ta może zachowywać się inaczej. Wcześniej już zauważyłem, że w moim przypadku NovoRapid daje efekty po 2 - 3 godzinach, a nawet później. W tym dniu nie spodziewałem się takiej reakcji.
No cóż. Domorosłe eksperymenty zawsze kończą się przykro. Ja przeżyłem przykre i już wiem co oznacza utrata świadomości w cukrzycy, a zwłaszcza stan jej przywracania i przywracania funkcji życiowych. Wiem co to jest i przyrzekłem sobie solennie, że nigdy nie doprowadzę się do hipoglikemii.
Mieszkam sam. Nikt więc nie mógł udzielić mi pomocy. Nie mogłem nikogo powiadomić, ani wezwać pogotowia. Byłem zdany tylko na siebie. Gdyby stan glikemii był silniejszy, to następnego dnia, a może nawet za kilka dni, znaleziono by mnie na podłodze, leżącego z głową ku kaloryfera i rękami ponad głową. Wtedy byłoby już za późno na ratunek.
Napisałem to smutne opowiadanie ku przestrodze innych diabetyków'
KOCHANI ! DBAJCIE O SWOJĄ CUKRZYCĘ I SŁUCHAJCIE LEKARZA.
Z CUKRZYCĄ DOBRZE LECZONĄ - MOŻNA ŻYĆ !