środa, 7 listopada 2012

Wywracanie kota ogonem

 
Wywracanie kota ogonem.
( na marginesie politycznych kłótni o katastrofę smoleńską)
 
   Wokół smutnego, tragicznego zdarzenia jakim jest wypadek samolotowy na lotnisku w Smoleńsku, w naszej Ojczyźnie dzieją się różne, wręcz bajkowe rzeczy. Najtragiczniejsze i za razem śmieszne jest to, że jedni te bajki wymyślają i publikują jako prawdziwe mimo, że „prawda” ta nie zostały potwierdzone, a drudzy bezkrytycznie przyjmują je  jako „prawdy oczywiste” i wykorzystują je w politycznych rozgrywkach. Takie bajki, na użytek znanej nam partii, mającej w swej nazwie literki „P” i „S”, tworzą  prominentni działacze tej partii a zwłaszcza, główny bajkopisarz pan Antoni Maciarewicz i pani Anna Fotyga, a głównym słuchaczem i architektem w wprowadzającym je w życie są, obok prezesa tej partii jego najbliżsi współpracownicy, stojący zawsze za jego plecami.
   Ogólnie, we wszystkich jej wersjach mówi  ona, że ta straszna katastrofa, to ohydny spisek przeciwników byłego, zmarłego prezydenta, zorganizowany przez Rząd RP w porozumieniu z obecnym prezydentem i władzami Federacji Rosyjskiej. W bajce tej oskarża się naszego Premiera o popełnienie „ohydnego mordu na  95. niewinnych ofiarach”. Za katastrofę odpowiada  Rząd, który uknuł spisek, a głównym zbrodniarzem jest, jak zwykle Donald Tusk - agent Moskwy.
  Ta bajka jest powszechnie rozpowszechniona i stale nagłaśniana przez media. Wielu ludzi naiwnie w to wierzy, a w jaki sposób ona funkcjonuje w społeczeństwie i do czego ona doprowadziła, każdy wie.
   Przypomniały mi się dwa znane powiedzenia, że „ najciemniej jest pod latarnią” i że „łapać złodzieja” najgłośniej krzyczy sam złodziej.  I tak sobie pomyślałem, że ta obecnie funkcjonująca bajka może mieć całkiem innych bohaterów. Zaznaczam, że jest to tylko bajka, w którą sam nie wierzą, tak samo jak nie wierzą w bajki pana Maciarewicza, ale moja może być tak samo prawdziwa i na pewno znajdzie uznanie u wielu. Nie poproszę jednak prokuratury o dochodzenie w tej sprawie .
    Aby dokonać zamachu w samolocie pilnie strzeżonym, musiałaby utworzyć się grupa, której zależałoby na usunięciu urzędującego prezydenta. W jej skład mogliby wchodzić spiskowcy, z  partii mającej w swej nazwie literki „P” i „S”. Na czele tej grupy mógłby stać pan Antoni M. Miał ku temu powody. Przecież  prezydent pan L.K. wyrzucił go, na wniosek ówczesnego ministra obrony narodowej, ze stanowiska szefa Kontrwywiadu Wojskowego, Zadra, którą trudno wybaczyć, a więc jest motyw. W spisku mogły też uczestniczyć osoby, które, w ostatniej chwili zrezygnowały z lotu samolotem. Ogólnie jest ich kilkanaście, ale tych prominentnych jest kilka: pan Prezes – w ostatniej chwili zrezygnował z wylotu, pod błahym pozorem czuwania przy chorej matce. Mama pana prezesa była w tym czasie pod dobrą opieką lekarzy w szpitalu wojskowym na Szaserów. Nic jej nie zagrażało i nic by się nie stało, żeby na te kilka godzin odszedł od łóżka mamy. Miał motyw? Nie wiem, ale w rocznice śmierci na grób brata na Wawel nie jeździ. W ostatniej chwili oddały swoje bilety lotnicze  panie: Beata Kempa i Jolanta Szypińska a także  szef BOR; dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego; Komendant Główny Policji; były wiceminister MSWiA, a przede wszystkim pan Antoni Maciarewicz.  Nie mówię, że mogli należeć do spisku ,bo nie mam na to żadnych dowodów, ale w bajce wszystko może się zdarzyć.
    Ta grupa spiskowa musiała znaleźć jakiegoś, polskiego „taliba samobójcę”, który ,bez żadnych podejrzeń wszedł na pokład samolotu. Jak wiadomo, zaproszeni do wspólnej podróży z prezydentem, nie byli szczegółowo kontrolowani, Wśród tych 95. zaufanych był jeden, któremu bardzo zależało na śmierci prezydenta. Wszedł na pokład opasany ładunkiem wybuchowym tak zwanym plastykiem. Był nim obłożony od bioder do brzucha, W plastyk wsadzony był mały elektroniczny zapalnik, który reagował na odpowiednie impulsy aparatów komórkowych. Wcześniej, nawet bez wiedzy pana Prezesa, spiskowcy ustawili zapalnik na częstotliwości jego aparatu.  Po impulsie spowodowanym w czasie rozmowy dwóch braci, zapalnik się uaktywnił i z pewnym opóźnieniem  spowodował eksplozję, której skutki znamy. Nie dowiemy się kim był bezpośredni sprawca. Najprawdopodobniej ten, którego nie udało się zidentyfikować, bo został rozerwany na strzępy. Kilka godzin później do smoleńska przyleciał Jarosław K. , a Pan Macierewicz i pani Kępa pośpiesznie  opuścili  Smoleńsk,
      W mojej bajce winnym jest pan A.M. a nie Rząd premiera D.T. i w tej stronie trzeba szukać winnych.
    Jestem pełen współczucia dla  wszystkich członków  rodzin, których bliscy zginęli w Smoleńsku. To straszna, niewyobrażalna tragedia i żadne słowa nie oddadzą bólu rodzin i nie przyniosą ukojenia. Każda rodzina, każdy jej członek przeżywa ją osobiście. Najgorzej jest wtedy, gdy w te przeżycia wchodzą z butami politycy  (Maciarewicz i inni), oraz szukający sensacji dziennikarze . Ci ostatni robią to dla pieniędzy. Dlaczego Maciarewicz? Nie wiem.
     Kończę na tym swoją bajkę i jednocześnie proszę. Nie bierzcie mojej bajki poważnie, chociaż ona nie przynosi tak niekorzystnych skutków dla Polski jak spiskowe teorie Maciarewicza, ale może być tak samo „prawdziwa”. 
                                          WYWRÓCIŁEM WIĘC KOTA OGONEM.
                                                                                                                                        Ark.Hen.