środa, 9 listopada 2011

Kto wzywa Boga na pomoc?

Wczoraj, czyli 8 listopada 2011 roku, odbyły się pierwsze posiedzenia Sejmu i Senatu. Marszałkiem Sejmu wybrano panię Ewę Kopacz, a Senatu pana Borusewicza. Na konwencji Rady Krajowej Po zatwierdzono decyzję o koalicji rządowej z PSL.
Wczoraj też w obu izbach parlamentu dokonano ceremonii ślubowania nowo wybranych posłów i senatorów. Ślubujący, po odczytaniu formułki ślubowania, przez marszałka seniora i wywołaniu nazwiska przez sekretarza, musieli wstawać i powiedzieć: "ślubuję". Mogli też dodać formułkę "tak mi dopomóż Bóg". Mogli, ale nie musieli.
Od dawna uważam, że dodanie do ślubowania członu "tak mi dopomóż Bóg" jest wykazywaniem swojej słabości, niewiary w możliwość samodzielnego funkcjonowanie w tych ważnych instytucjach państwowych, świadczy o przekonaniu, że jedynie przy boskiej pomocy coś mogę zrobić, że sam nic nie wymyślę, że jestem nieudacznikiem.
Oglądałem w telewizji ślubowanie senatorów. Tylko 10 czy 11 senatorów (w tym 6 pań) nie wezwało Boga na pomoc. Pozostali przykładali prawą rękę na brzuch w okolicach śledziony (nie na sercu, po amerykańsku) i klepali tę formułkę.
W moim przekonaniu wiara w Boga powinna opierać się na wyobraźni. Jednak składający ślubowanie ( z wyjątkami) w tym przypadku byli bezrefleksyjni. Powtarzali ją na pewno z partyjnego nakazu. Nie widziałem aby któryś z senatorów wzniósł pobożnie wzrok ku niebu. Klepali formułkę jak nakręcone automaty.
Powiedziałem, że aby wierzyć w Boga (jakiegokolwiek) , trzeba go sobie wyobrazić. Na przykład w katolicyźmie uczą, że pan Bóg to starszy, brodaty dziadunio, który przez kamerkę internetową, nazywaną "okiem opatrzności" (symbol : oko w trójkącie) tylko siedzi i obserwuje co się w tej Polsce dzieje, a zwłaszcza tych, którzy proszą go o pomoc już na starcie swojej kariery parlamentarnej i skrzętnie zapisuje komu ma pomagać, a komu nie.
Bóg katolicki stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje. Dał ludziom pewne swoje, boskie cech. Można więc wnioskować, że jest od człowieka o wiele mądrzejszy, a Jego umysł nie jest tak ciasny jak parlamentarzystów, i nie zajmuje się takimi głupimi sprawami jak pomoc w wypełnianiu funkcji posła czy senatora. Wydaje mi się, że pan Bóg może nawet odczuwać z tego powodu zdenerwowanie i niesmak, że ktoś jeszcze nic nie zrobił, a już wzywa pomocy.
Uważam też, że gdyby Bóg rzeczywiście istniał, to miałby w tej chwili na tym świecie o wiele pilniejsze sprawy do załatwienia, niż wysłuchiwanie żebraniny posłów i senatorów o pomoc w sprawowaniu nowej funkcji.
Mimo tych krytycznych uwag, życzę wszystkim posłom i senatorom pomyślności w godnym sprawowaniu mandatu posła i senatora. Ark.Hen.