wtorek, 18 sierpnia 2015

Refleksja nad defiladą wojskową w dniu 15.08.2015 r.

  Chyba nikt nie powiadomił pana prezydenta  Jarosława Dudę, że w tym samym miejscu 5 października 1939 roku, Adolf Hitler przyjmował defiladę swoich, zwycięskich wojsk. Przed wybuchem wojny we wrześniu 1939 r też byliśmy "silni - zwarci - gotowi", ale defiladę w Warszawie w Alejach Ujazdowskich przyjmował Hitler, a nie prezydent J. Mościcki i marszałek Rydz-Śmigły. Mieliśmy w tedy też sojuszników na Zachodzie.
 
    Prezydent, wraz z rządem, szykują polskie wojsko do obrony. Nie trzeba być politykiem, żeby wiedzieć, że tym wrogiem, którym straszą nas od kilku lat, nie są nasi sąsiedzi ze Wschodu, Południa  i Zachodu. Tam są nasi sojusznicy,( gotowi za nas Polaków oddać swoje życie - tak jak w 1939). Zagrożenie widzą więc tylko w Rosji.  Defilada miała  pokazać, że i teraz jesteśmy "silni -zwarci - gotowi". Byli też sojusznicy.  Nawet zaszczycili nas udziałem kilkudziesięciu żołnierzy kanadyjskich i amerykańskich, w defiladzie. ( Nawiasem mówiąc, to w kolumnie pieszej, jeszcze jako tako prezentowali się Kanadyjczycy,  natomiast Amerykanie poruszali się jak ciury obozowe i nie budzili zachwytu). Prezydent chwalił naszych żołnierzy za dobre wyszkolenie osobiste, sprzęt jakim władają. Ładnie to wyglądało i trzeba chłopakom podziękować. Sam brałem udział w kilku defiladach w PRL i wiem jaki wysiłek trzeba włożyć,  aby wszystko wyszło dobrze. 
 
    Oceniając możliwości obronne naszego państwa, gen. dyw. w stanie spoczynku Piotr Makarewicz   powiedział, że "Jest to armia jednorazowego użytku" i że " nikt nie ma wiedzy na temat faktycznej zdolności bojowej naszych sił zbrojnych". Od siebie dodam, że dobre wyszkolenie pojedynczego żołnierza nic nie jest warte bez mądrej myśli strategicznej państwa i polityki zagranicznej, nastawionej nie na konfrontację zbrojną, lecz na przyjazne stosunki ze wszystkimi sąsiadami. Rosja też jest naszym sąsiadem. Czy pan minister Siemoniak posiada jakąś strategię.? Czy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych opracowano jakieś strategiczne plany umacniania dobrosąsiedzkich stosunków z sąsiadami? Od momentu kiedy ustalono, że ministrami Obrony narodowej będą cywile, nie opracowano w sztabach wojskowych żadnych planów. Dlaczego? Bo się na tym nie znają. Oni o wojsku wiedzą tyle, ile nauczyli się na Studiach  Wojskowych w czasie studiów. Znają musztrę pojedynczego strzelca . Potrafią wydawać państwowe pieniądze na drogi sprzęt, bez analizy przydatności i sprowadzać obce wojska do Polski, bo nic innego wymyślić nie potrafią.
 
   Słuchajmy opinii mądrych generałów a nie "jastrzębi" :  gen Kozieja, nazwanego przez prez. Komorowskiego "szogunem", czy cywila pana Szermietiewa, któremu się wydaje, że wszystkie rozumy pozjadał i najlepiej wie jak dowalić Rosji.
 
   Po tej defiladzie przydałoby się trochę refleksji. Aby wiedzieć o czym rozmyślać, polecam przeczytanie rozmowy jaką przeprowadził Pan red. Robert Walendziak z panem gen. dyw. Piotrem Makarewiczem. Tytuł jej: " Armia jednorazowego użytku", pomieszczonej w tygodniku "Przegląd" Nr 33(815) z dnia 10-16.08.2015 r, na stronach 8 - 11. ( Można też znaleźć w internecie).  Będzie się nad czym zastanowić.
                                                                                             Ark.Hen.
   
                        

poniedziałek, 20 lipca 2015

Prosty człowiek o polityce i politykach

   W czasie bezsennej nocy, leżąc z rękami pod głową, rozmyślałem  nad tym co właściwie oznacza pojęcie "polityka" - słowo często używane przez ludzi zwanymi "politykami" biorącymi udział w kampanii wyborczej przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi. I nawet budowałem własną definicję. Uważam, że w tej sytuacji "polityka" to sposób przekonywania wyborców, przez ludzi ubiegających się o stanowiska, które można osiągnąć tylko  z wyboru. Mówi się wtedy, że są to stanowiska "polityczne". Działalność polityczna może być grupowa lub indywidualna. Grupową prowadzą partie polityczne, związki różnego rodzaju, organizacje pozarządowe, samorządy. Indywidualne prowadzą osoby ubiegające się o stanowiska z wyboru : prezydenta RP. , prezydentów miast, marszałków, burmistrzów , wójtów, sołtysów a także posłów  i senatorów, radnych, przywódców poszczególnych partii itp. , w których przywódców wybiera się w drodze głosowania. Tak w pierwszym jak i drugim przypadku kampanię prowadzą sztaby wyborcze, Każdy dla swego kandydata.
 
   Działalność polityczna, ubiegającego się o stanowisko, polega na tym, że  musi wykazać się, że na tym stanowisku tylko on może najwięcej i najlepiej zrobić. To wymaga przeprowadzenia tzw. "kampanii wyborczej". Kandydat popularyzuje siebie poprzez wszystkie, dostępna sobie środki masowego przekazu . Opowiada co chciałby zrobić dla wyborców i obiecuje co zrobi. Najczęściej obiecują to, co elektorat chce żeby obiecał i obiecuje bez żadnej żenady. Przekonuje że on wszystko może i wszystko zrobi tak, jak chcą ludzie. Rzadko kiedy mówi jak to zrobi i skąd weźmie na to środki. Przykładem jest prezydent elekt pan Duda. Obiecywał ludziom wszystko, chociaż dobrze wiedział, że niewiele może na stanowisku prezydenta, a przede wszystkim nie ma środków. Jego śladem poszła desygnowana na stanowisko premiera pani Szydło - po ewentualnym zwycięstwie PiS w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Też obiecuje na lewo i na prawo każdemu co chce, choć też zdaje sobie sprawę, że nie zrealizuje nawet jednej trzeciej zapowiedzianych obietnic.
   Elektorat, czyli my wyborcy, bezkrytycznie przyjmujemy te obietnice i wierzymy, że nasz protegowany obietnicy dotrzyma. Kandydatom te obietnice służą do tego, aby po wygraniu wyborów dorwać się do państwowych pieniędzy ( wysokie pensje i wydatkowanie z budżetu państwa na cele według własnych planów.) Ponadto każda kampania ma na celu wytknąć dotychczasowym włodarzom i konkurentom nieudolność, malwersacje, afery i rzucać w przeciwnika błotem, posuwając się do osobistych wycieczek, wyciągając ( przy pomocy IPN )"duchy przeszłości." Takim duchem jest już przysłowiowy " dziadek z wermachtu" wyciągnięty Donaldowi Tuskowi przez Jacka Kurskiego.
 
   Wielu "polityków", po zderzeniu się z twardą rzeczywistością, staje się niepoważnymi, niezręcznymi, nie mającymi możliwości realizacji danych obietnic, nie są aktywni w pracach gremiów, do których zostali przydzieleni. Po prostu są złymi politykami. TAKICH NAZYWA SIĘ POGARDLIWYM OKREŚLENIEM < POLITYKIER >.
   W "Słowniku Wyrazów Obcych" , wydanym przez PWN w 1980 roku str.589, znalazłem pojęcie "politykować" co oznacza:
"1. zajmować się polityką: mówić, rozprawiać na tematy polityczne.
 2. ... być układnym, zachować pozory ukrywając prawdziwe myśli i zamiary. " Takich politykierów, a w dodatku wulgarnych, złośliwych , kłótliwych pozorantów nie mających najmniejszej wiedzy o państwie i sposobach rządzenia, ale za to upartyjnionych, wielu się kręci po sejmowych korytarzach lub pełni jakieś inne stanowiska w instytucjach samorządowych i nie tylko.
 
   Rozpoczęła się kampania wyborcza  i w szranki o stołki w parlamencie wystartuje setki starych, już zdartych polityków i nowych, mało znanych. Dlatego z tego miejsca apeluję do wszystkich emerytów, rencistów i wszystkich ludzi , którzy zamierzają pójść na wybory. Patrzmy im uważnie na to co mówią. Nie kierujmy się uczuciami, a pragmatycznie oceńmy każdego, zanim postawimy krzyżyk przy wybranym nazwisku. Baczmy abyśmy w tych wyborach znów nie wybrali podobnych oszołomów jak w obecnym Sejmie, za których musimy się wstydzić.
   Czasami takie bezsenne leżenie z rękami pod głową zmusza do przemyśleń naszych postaw.
                                                                                                                            Ark.Hen.

piątek, 29 maja 2015

Wyborey i co z tego

Wybory i co z tego?

   Ostatnie tygodnie przeżyliśmy pod znakiem wyborów prezydenckich, Byliśmy świadkami ostrych starć, najpierw wszystkich zgłoszonych, a w drugiej turze dwóch prawicowych kandydatów, reprezentujących walczące z sobą, o przywództwo nad narodem panów: Andrzeja Dudę z PiS i Bronisława Komorowskiego z PO. Była to nawalanka nie na argumenty, lecz na obietnice. Duda obiecał każdemu, któremu uścisną dłoń to, co ten chciał, na ponad 250 mld złotych. Komorowski był bardziej rozważny i nie obiecywał "gruszek na wierzbie". Jego obietnice kosztowałyby tylko ok. 29 mld złotych. Tak czy inaczej, jeden czy drugi obiecywali ich realizację nie za pieniądze z własnych kieszeni, lecz nasze , państwowe. Mam pytanie do pana Elekta, skąd weźmie te pieniądze?  Przecież nikt mu tych pieniędzy nie da i nie pożyczy, bo prezydent nie ma prawa zaciągania pożyczek w imieniu Państwa Polskiego, nawet gdyby tylko chciał pożyczyć od nas obywateli . Budżet państwa też tego nie udźwignie. Są to więc obietnice bez pokrycia Dziwię się wyborcom, że uwierzyli, iż on jako prezydent, wszystko może. W naszych, polskich warunkach budżet państwa, to jak krótka kołdra jak naciągniesz na głowę - to odsłonisz nogi i odwrotnie. Żeby komuś dać - trzeba komuś zabrać. Komu zabierze nie wyjaśnił.
   Może zmienił bym swoją złą opinię o nowym prezydencie, gdyby on sięgnął po pieniądze, którymi dziś bezmyślnie szafuje PO. Byłbym pełen uznania dla pana Dudy, gdyby wezwał Ministra Obrony i cofnął projekt zakupu rakiet i śmigłowców; gdyby przestał finansować  Kościół katolicki i faworyzować hierarchów tego Kościoła, uznawać ich za autorytety moralne w sprawach światopoglądowych i spełniać ich zachcianki finansowe, a uzyskane fundusze przeznaczył na edukację rozwój innowacyjności, tworzenie miejsc pracy i szeroko pojętej opieki społecznej. Tego nie zrobi. Zbrojeniówki nie ruszy, a biskupom będzie się nadal podlizywał i realizował ich postulaty.
   Uważam, że zrobi niewiele . Liczy na nowe rozdanie w Sejmie, uważając że obsadzony zostanie zwolennikami "prezesa" którzy będą głosowali jego rozumem a nie swoim, że w ten sposób przegłosowana zostanie każda jego inicjatywa złożona w Sejmie. Może się pomylić.
   Pan Duda nie podniesie też żadnej inicjatywy z pakietu światopoglądowego. Nie poprze projektu ustawy o zniesieniu konkordatu, którym polska prawica oddała Polskę w niewolę obcemu państwu jakim jest Watykan. Nie ruszy związków
partnerskich i jednopłciowych czy inwitro. Jest On skrajnie prawicowym katolikiem i Jego światopogląd nie będzie  pozwalał mu popierać tego , czego nie popierają hierarchowie
   Byłbym nawet zadowolony z pana Dudy, gdyby w dniu objęcia urzędu powiedział: Jestem katolikiem i to mocno wierzącym, ale od dziś, swoje uczucia religijne zostawiam w domu i  decyzjach będę reprezentował interesy wszystkich obywateli żyjących w konstytucyjnie świeckiej Polsce. Nie będę konsultował swoich    przemyśleń z Episkopatem, o. Rydzykiem , innymi biskupami, czy innymi "doktorami kościoła". On jednak tego nie powie, a jako niepewny tego czy da radę sam wypełnić te obietnice, wezwie , w czasie zaprzysiężenia siły nadprzyrodzone słowami: "tak mi dopomóż Bóg". Wszystkich parlamentarzystów, którzy tę klauzurę wypowiadali, uważam za nieudaczników , którzy nie wierzą we własne siły i muszą podpierać się  "Bogiem".
   Będę patrzył na ręce panu Dudzie. Na razie nie widzę aby był moim prezydentem.   Ark.Hen.