środa, 26 grudnia 2012
środa, 7 listopada 2012
Wywracanie kota ogonem
Wywracanie kota ogonem.
( na marginesie
politycznych kłótni o katastrofę smoleńską)
Wokół smutnego, tragicznego zdarzenia jakim jest wypadek
samolotowy na lotnisku w Smoleńsku, w naszej Ojczyźnie dzieją się różne, wręcz
bajkowe rzeczy. Najtragiczniejsze i za razem śmieszne jest to, że jedni te
bajki wymyślają i publikują jako prawdziwe mimo, że „prawda” ta nie zostały
potwierdzone, a drudzy bezkrytycznie przyjmują je jako „prawdy oczywiste” i wykorzystują je w politycznych
rozgrywkach. Takie bajki, na użytek znanej nam partii, mającej w swej nazwie
literki „P” i „S”, tworzą prominentni
działacze tej partii a zwłaszcza, główny bajkopisarz pan Antoni Maciarewicz i
pani Anna Fotyga, a głównym słuchaczem i architektem w wprowadzającym je w
życie są, obok prezesa tej partii jego najbliżsi współpracownicy, stojący
zawsze za jego plecami.
Ogólnie, we wszystkich jej wersjach mówi ona, że ta straszna katastrofa, to ohydny
spisek przeciwników byłego, zmarłego prezydenta, zorganizowany przez Rząd RP w
porozumieniu z obecnym prezydentem i władzami Federacji Rosyjskiej. W bajce tej
oskarża się naszego Premiera o popełnienie „ohydnego mordu na 95. niewinnych ofiarach”. Za katastrofę
odpowiada Rząd, który uknuł spisek, a
głównym zbrodniarzem jest, jak zwykle Donald Tusk - agent Moskwy.
Ta bajka jest powszechnie
rozpowszechniona i stale nagłaśniana przez media. Wielu ludzi naiwnie w to
wierzy, a w jaki sposób ona funkcjonuje w społeczeństwie i do czego ona
doprowadziła, każdy wie.
Przypomniały mi się dwa znane powiedzenia, że „ najciemniej jest
pod latarnią” i że „łapać złodzieja” najgłośniej krzyczy sam złodziej. I tak sobie pomyślałem, że ta obecnie
funkcjonująca bajka może mieć całkiem innych bohaterów. Zaznaczam, że jest to
tylko bajka, w którą sam nie wierzą, tak samo jak nie wierzą w bajki pana
Maciarewicza, ale moja może być tak samo prawdziwa i na pewno znajdzie uznanie
u wielu. Nie poproszę jednak prokuratury o dochodzenie w tej sprawie .
Aby dokonać zamachu w samolocie pilnie strzeżonym, musiałaby
utworzyć się grupa, której zależałoby na usunięciu urzędującego prezydenta. W
jej skład mogliby wchodzić spiskowcy, z
partii mającej w swej nazwie literki „P” i „S”. Na czele tej grupy
mógłby stać pan Antoni M. Miał ku temu powody. Przecież prezydent pan L.K. wyrzucił go, na wniosek
ówczesnego ministra obrony narodowej, ze stanowiska szefa Kontrwywiadu
Wojskowego, Zadra, którą trudno wybaczyć, a więc jest motyw. W spisku mogły też
uczestniczyć osoby, które, w ostatniej chwili zrezygnowały z lotu samolotem.
Ogólnie jest ich kilkanaście, ale tych prominentnych jest kilka: pan Prezes – w
ostatniej chwili zrezygnował z wylotu, pod błahym pozorem czuwania przy chorej
matce. Mama pana prezesa była w tym czasie pod dobrą opieką lekarzy w szpitalu
wojskowym na Szaserów. Nic jej nie zagrażało i nic by się nie stało, żeby na te
kilka godzin odszedł od łóżka mamy. Miał motyw? Nie wiem, ale w rocznice
śmierci na grób brata na Wawel nie jeździ. W ostatniej chwili oddały swoje
bilety lotnicze panie: Beata Kempa i
Jolanta Szypińska a także szef BOR;
dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego; Komendant Główny Policji; były
wiceminister MSWiA, a przede wszystkim pan Antoni Maciarewicz. Nie mówię, że mogli należeć do spisku ,bo
nie mam na to żadnych dowodów, ale w bajce wszystko może się zdarzyć.
Ta grupa spiskowa musiała znaleźć jakiegoś, polskiego „taliba
samobójcę”, który ,bez żadnych podejrzeń wszedł na pokład samolotu. Jak
wiadomo, zaproszeni do wspólnej podróży z prezydentem, nie byli szczegółowo kontrolowani,
Wśród tych 95. zaufanych był jeden, któremu bardzo zależało na śmierci
prezydenta. Wszedł na pokład opasany ładunkiem wybuchowym tak zwanym
plastykiem. Był nim obłożony od bioder do brzucha, W plastyk wsadzony był mały
elektroniczny zapalnik, który reagował na odpowiednie impulsy aparatów
komórkowych. Wcześniej, nawet bez wiedzy pana Prezesa, spiskowcy ustawili
zapalnik na częstotliwości jego aparatu.
Po impulsie spowodowanym w czasie rozmowy dwóch braci, zapalnik się
uaktywnił i z pewnym opóźnieniem
spowodował eksplozję, której skutki znamy. Nie dowiemy się kim był
bezpośredni sprawca. Najprawdopodobniej ten, którego nie udało się
zidentyfikować, bo został rozerwany na strzępy. Kilka godzin później do
smoleńska przyleciał Jarosław K. , a Pan Macierewicz i pani Kępa pośpiesznie opuścili
Smoleńsk,
W mojej bajce winnym jest pan A.M. a nie Rząd premiera D.T. i w
tej stronie trzeba szukać winnych.
Jestem pełen współczucia dla
wszystkich członków rodzin,
których bliscy zginęli w Smoleńsku. To straszna, niewyobrażalna tragedia i
żadne słowa nie oddadzą bólu rodzin i nie przyniosą ukojenia. Każda rodzina,
każdy jej członek przeżywa ją osobiście. Najgorzej jest wtedy, gdy w te
przeżycia wchodzą z butami politycy
(Maciarewicz i inni), oraz szukający sensacji dziennikarze . Ci ostatni
robią to dla pieniędzy. Dlaczego Maciarewicz? Nie wiem.
Kończę na tym swoją bajkę i jednocześnie proszę. Nie bierzcie
mojej bajki poważnie, chociaż ona nie przynosi tak niekorzystnych skutków dla
Polski jak spiskowe teorie Maciarewicza, ale może być tak samo
„prawdziwa”.
WYWRÓCIŁEM WIĘC KOTA
OGONEM.
Ark.Hen.
poniedziałek, 24 września 2012
Polecam Paniom i Panom Parlamentarzystom (a zwłaszcza posłom naszego Sejmu)
Oglądając posiedzenia naszego parlamentu i obrady komisji sejmowych, jestem zażenowany ich niskim poziomem merytorycznym jak i brakiem kultury politycznej wielu posłów. Takie odczucie ma wiele milionów wyborców. Wydaje mi się, że przyczyna tego leży w niedostatecznym przygotowaniu parlamentarzystów do sprawowania mandatu przekazanego przez wyborców. Mówiąc prościej są niedokształceni w dziedzinie nauki o konstytucji, teorii państwa i prawa, demokracji i zasadach etycznych w codziennym postępowaniu. Są za to świetnie przygotowani do robienia wszelkiego rodzaju działań destrukcyjnych, walki frakcyjnej i zwalczania przeciwników politycznych. Przykładów nie trzeba podawać, jak również nazwisk posłów - "wojowników", bo są one powszechnie znane. Słuchając i oglądając po prostu się za nich wstydzę.
Aby w przyszłości było lepiej, w następnych wyborach, każdy kandydat na parlamentarzystę, powinien wykazać się nie tylko legitymacją ugrupowania, które go wystawia, czy znajomością problemów, którymi żyją wyborcy, ale też wiedzą teoretyczną: znajomością Konstytucji i trochę teorią z akresu państwa - prawa- demokracji i etyki. Na te tematy napisano setki prac naukowych, ale nie uważam, że nasi przedstawiciele obciążali swoje umysły jakimiś tam teoriami. Są nudne i ciężkie w czytaniu, tym bardziej że wielu ma trudności w czytaniu ze zrozumieniem. Dlatego postanowiłem celem zachęty, wybrać kilka myśli o cnotach parlamentarzy, demokracji i państwie z dorobku, żyjącego na przełomie XVII i XVIII wieku Monteskiusza (Charles Louis de Secondat baron de Montesqieu). Myśli te zaczerpnąłe z niedawno wydanej pracy jego autorastwa pod tytułem " O duchu praw", wydanej w serji Biblioteki Filozofów przez wydawnictwo Hachette Livre Polska, w roku 2009. Księżkę tę przełożył i objaśnieniami opatrzył Tadeusz Boy-Żeleński. Od pierwszej do ostatniej strony zawarte w niej są przykłady i myśli odnośnie funkcjonowania prawa w różnych systemach państwowych i warunkach historycznych. Tę pracę powinien przeczytać, nawet do poduszki, każdy kandyda na posła, senatora czy europosła. Powinni też sięgnąć po nią przywódcy partii wchodzących w skład parlamentu, nawet ci, szczycący się tytułami doktorów i profesorów. Książka ma 775 stron. Nie sposób tu omówić wszystkiego co Monteskiusz napisał o państwie i jego funkcjonowaniu. Wybrałem tylko kilka fragmentow które pasują do naszej rzeczywistoci jak ulał.
W rozdziale XIII i XIV. nas stronie 88. rozpisuje się o cnocie. Cnota według niego ,to cnota moralna w tym znaczeniu, iż zmierza ku powszechnemu dobru. Czy u nas , nasi politycy zmierzają "ku wspólnemu dobru"? Według mnie nie. Myślą tylko o sobie i utrzymaniu się przy władzy. Co jedni zbydują, to drydzy zniszczą. Nie myślą o przyszłości kraju i narodu. Nasze rządy wyprzedają majątek narodowy i żyją z podatków. Monteskiusz nazwałby je rządami despotycznymi. Oto jego słowa: "Kiedy dzicy z Luizjany chcą mieć owoc, ścinają drzewo przy samej ziemi i zrywają owoce. Oto rząd despotyczny". Do jego uwag nie potrzeba komentarza, bo każdy wie, że wszystkie rządy, po transformacji utrojowej, wyprzedawały z naszego narodowego majątku wszystko co się dało i niedługo nie będzie co sprzedawać. To jest właśnie despotyzm, tylko ubrany w "demokratyczne szaty.
A jeśli chodzi o demokrację to strona 196. :"prawda, iż w demokracji lud robi jakoby to, co chce; ale wolność polityczna nie polega na tym, aby robić to, co się chce. W państwie, to znaczy w społeczności, w której są prawa, wolność może polegać jedynie na tym, aby móc czynić to, czego się powinno chcieć, a nie tego, czego się nie powinno chcieć".
O państwie strona 136. "Wogóle im państwo jest biedniejsze tym bardziej rujnuje go jego zbytek; tym bardziej tedy trzeba mu odpowiednich praw przeciw zbytkowi względnemu. Im państwo jest bogatsze tym bardziej jego względny zbytek je wzbogaca; wtedy trzeba się wystrzegać tworzenia względnych praw przeciw zbytkowi". Nasz parlament nie zajmuje się tak zwanym "zbytkiem" Zbytek to dobrobyt obywateli. U nas państwo biedne, a zbytek ogromny (kominy płacowe, astronomiczne pensje wybrańców, wywóz kapitału za granice, różne afery gospodarcze i inne plagi wściekłego kapitalizmu) i nie wzbogaca on naszego państwa, wręcz przeciwnie, staje się coraz biedniejsze. Czy nasi posłowie coś z tym robią? Nic... .
Coś dla europosłów i nie tylko: Co to jest "republika federalna". "To forma rządu, jest porozumieniem, mocą którego kilka jednostek politycznych godzi się zostać obywatelami większego państwa, które chce stworzyć. Jest to stowarzyszenie stowarzyszeń, które tworzą nowe, zdolne pomnażać się przez nowych członków".
Coś dla dla ministra Obrony Narodowej. Strona 269. : ... skoro tylko jakieś państwo pomnoży to, co nazywa swoją armia, natychmiast inne państwa pomnażają swoje; tak że nie zyskuje się na tym nic, prócz wspólnej ruiny. Każdy monarcha trzyma w gotowości wszystkie wojska, jakimi mógłby dysponować, gdyby lud jego był w niebezpieczeństwie zagłady; i ten stan wysiłku wszystkich, przeciw wszystkim nazywa się pokojem." Czyli po naszemy wyścig zbrojeń , nakręcanie spirali, zimna wojna. Pod rozwagę też Panu Prezydentowi przy rozmyślaniach o "polskiej tarczy".
Ministrowi Administracji i Cyfryzacji Panu Michałowi Boniemu polecam dwa rozdziały na stronie 741. pt. "Bogactwo kleru" i na stronie 742. pt. "Jak dobra kościelne zamieniano w lenna". Poza tym stosunek do Kościoła i kleru przewija się czarną nicią przez całą książkę.
PanieMinistrze! Dowie się Pan jak w czasach historycznych odbierano klerowi to, co mu się nie należy. Będzie Pan bardziej śmiały przy reformowaniu finansów kościelnych i odważniejszy.
Pracę Monteskiusza powinni też przeczytać wszyscy nasi katoliccy biskupi, żeby ( ku przestrodze) zobaczyć jak postępowali w przeszłości wierni, ze swoimi, pazernymi kapłanami.
Polecam tę książkę. Czytając po15 stron dziennie, nawet do poduszki, potrzeba tylko 55 dni. Obok satysfakcji z nauki będzie można się pochwaliś, że przeczytało się choć jedną księżkę. "O duchu praw" to naprawdę fascynująca lektura. Ark.Hen
niedziela, 27 maja 2012
Nie rozumię polskiej polityki zagranicznej
3333,Zastanawiam się nad naszą polityką zagraniczną i nie mogę zrozumieć, dla czego niektórzy politycy uczepili się Białorusi, a zwłaszcza jej prezydenta Łukaszenki, zarzucając mu fałszowanie wyborów, tłumienie niby demokratycznej opozycji i innych bezeceństw popełnianych przez niego na narodzie. Nie rozumiałem i nadal nie rozumiem co to znaczy "demokratyczna opozycja". Czy wszyscy, którzy przegrali wybory - to ta "demokratyczna opozycja?". Jak widać, obserwując codzienne zachowania, to w każdych wyborach przegrani, zarzucają wygranym fałszerstw wyborczych. Tak było na Ukrainie, Białorusi, Litwie, Rosji i w innych państwach ( wyjątek ostatnie wybory we Francji), Gdzie ci "demokratyczni" przegrywali. Tak było i u nas po wyborach prezydenckich i parlamentarnych, czy samorządowych w niektórych okręgach wyborczych.
Na Białorusi żyje kilkadziesiąt tysięcy Białorusinów, których narodowe korzenie sięgają Polski. Z tych to obywateli tego państwa ( przyznających się do pochodzenia polskiego ) najwięcej jest tych "demokratycznych opozycjonistów". To oni najczęściej występują przeciw rządom Łukaszenki i porządkowi prawnemu obowiązującemu na Białorusi, organizując niby pokojowe demonstracje. Tym poczynaniom ochoczo przyklaskują polscy politycy ( niektórzy), a atmosferę podgrzewają media. Pokazuje i pisze się tylko o tym czarnym charakterze i ciemiężcy narodu - Łukaszence. Natomiast nie pokazuje się obiektywnej rzeczywistości o gospodarce i życiu innych warstw całego narodu białoruskiego Dla naszych naród to "demokratyczna opozycja", Bita i maltretowana przez reżym i despotyzm Łukaszenki.
Nasze Państwo, w stosunku do Białorusi, ustawiło się tak, jak Prawo i Sprawiedliwość do Prezydenta Bronisława Komorowskiego i rządzącej koalicji z premierem Donaldem Tuskiem na czele. Czy politycy tego nie dostrzegają?
My o Polakach, żyjących gdzieś na świecie, powinniśmy pamiętać. Pomagać im, w miarę możliwości i interweniować wtedy, gdy w sposób jawny rządy działają na szkodę państwa polskiego. Powinniśmy pamiętać, że żyjący w różnych państwach ludzie mający polskie korzenie, są przede ,obywatelami: Ukrainy, Białorusi, Litwy, Niemiec, USA i innych państw świata. Trudno... . Tak zarządziła historia, że wielu Polaków znalazło się, nie z własnej woli, poza granicami Polski. Był czas, kiedy mogli powrócić, jeśli zostali to z własnej woli. Dziś poza granicami naszego państwa, żyją ich wnuki i prawnuki zasymilowane z narodowością państwa w którym żyją. Wmawianie im, że są polakami powoduje rozdwojenie jaźni, Jakiś zamęt i niepewność co do pochodzenia i narodowości. Nie przyczynia się do utrzymywania poprawnych stosunków społecznych,
Omówienia wymaga też sprawa nauczania języka polskiego w państwach, gdzie są polskie mniejszości narodowościowe, ale to w następnym poście.
Na Białorusi żyje kilkadziesiąt tysięcy Białorusinów, których narodowe korzenie sięgają Polski. Z tych to obywateli tego państwa ( przyznających się do pochodzenia polskiego ) najwięcej jest tych "demokratycznych opozycjonistów". To oni najczęściej występują przeciw rządom Łukaszenki i porządkowi prawnemu obowiązującemu na Białorusi, organizując niby pokojowe demonstracje. Tym poczynaniom ochoczo przyklaskują polscy politycy ( niektórzy), a atmosferę podgrzewają media. Pokazuje i pisze się tylko o tym czarnym charakterze i ciemiężcy narodu - Łukaszence. Natomiast nie pokazuje się obiektywnej rzeczywistości o gospodarce i życiu innych warstw całego narodu białoruskiego Dla naszych naród to "demokratyczna opozycja", Bita i maltretowana przez reżym i despotyzm Łukaszenki.
Nasze Państwo, w stosunku do Białorusi, ustawiło się tak, jak Prawo i Sprawiedliwość do Prezydenta Bronisława Komorowskiego i rządzącej koalicji z premierem Donaldem Tuskiem na czele. Czy politycy tego nie dostrzegają?
My o Polakach, żyjących gdzieś na świecie, powinniśmy pamiętać. Pomagać im, w miarę możliwości i interweniować wtedy, gdy w sposób jawny rządy działają na szkodę państwa polskiego. Powinniśmy pamiętać, że żyjący w różnych państwach ludzie mający polskie korzenie, są przede ,obywatelami: Ukrainy, Białorusi, Litwy, Niemiec, USA i innych państw świata. Trudno... . Tak zarządziła historia, że wielu Polaków znalazło się, nie z własnej woli, poza granicami Polski. Był czas, kiedy mogli powrócić, jeśli zostali to z własnej woli. Dziś poza granicami naszego państwa, żyją ich wnuki i prawnuki zasymilowane z narodowością państwa w którym żyją. Wmawianie im, że są polakami powoduje rozdwojenie jaźni, Jakiś zamęt i niepewność co do pochodzenia i narodowości. Nie przyczynia się do utrzymywania poprawnych stosunków społecznych,
Omówienia wymaga też sprawa nauczania języka polskiego w państwach, gdzie są polskie mniejszości narodowościowe, ale to w następnym poście.
sobota, 7 stycznia 2012
Stan głupoty II.
Obudziłem się zlany potem. Starałem się ratować i sięgając do nocnej lampki, stojącej na kredensie, straciłem przytomność. Nie wiem co się później działo. Gdy otworzyłem oczy, to zdziwiłem się, że leżę na podłodze z głową w kierunku okna. Byłem przylepiony do podłogi całą powierzchnią ciała z rękami wyciągniętymi do przodu. Świadomość wracała bardzo powoli. Pierwszą, moją myślą było pytanie: dlaczego leżę na podłodze i dlaczego nie mogę ruszać rękami, nogami ,ani innymi częściami ciała. Przebłyski świadomości to zanikały, to powracały. Przy kolejnych przebłyskach zdałem sobie sprawę, że uległem niedocukrzeniu i że w takim stanie mogą być poważne powikłania i że można nawet zapomnieć swego nazwiska. Leżąc,plackiem na podłodze, zadawałem sobie, nz głos, pytania:
- Arek ! Czy ty jeszcze żyjesz? -Sam sobie odpowiadałem. Myślałem, że jeśli słyszę swój głos i rozmowę z samym sobą, to znaczy, że żyję.
- Arek ! Czy wiesz jak się nazywasz i gdzie mieszkasz? - I odpowiadałem. Słysząc prawidłowe odpowiedzi uspokoiłem się, że na razie nie ma żadnych zmian w mózgu.
Te myśli przychodziły zaraz po otworzeniu oczu, natomiast możliwość , poruszania się przychodziła bardzo wolno i stopniowo. Najpierw głowa. Trochę ją podnosiłem na wysokość 8 -10 centymetrów, ale zaraz z hukiem spadała na podłogę. W pewnym momencie stwierdziłem, że mam na sobie bardzo mokrą górę od piżamy. Z początku myślałem, że zsikałem się w łóżko, albo ktoś mnie oblał wodą. Sikanie wykluczyłem. Dół piżamy był suchy, ale kto i dlaczego oblał mnie wodą? Takie mało logiczne myśli plątały mi się w głowie.
Mokra piżama sprawiała mi dodatkowe dolegliwości. Ściskała klatkę piersiową i utrudniała oddychanie. Nie miałem jeszcze siły by ją ściągnąć. Ciało nie reagowało na bodźce. Po pewnym czasie ściągnięcie, mokrej jak ścierka od podłogi, bluzy było, w tej sytuacji, wyczynem. Po ściągnięciu bluzy, jeszcze leżąc na podłodze, ogarnęła mnie senność. Zdawałem sobie sprawę, że w tej sytuacji nie wolno mi zasnąć. Powtarzałem jak mantrę: Arek, nie usypiaj! Jeśli uśniesz, to już się nie obudzisz. Powtarzałem to bardzo głośno.
W międzyczasie wątroba, prawdopodobnie uwalniała, do krwioobiegu, zgromadzoną w sobie glukozę. Ta docierała do mózgu i zaczęło się powolne przywracanie funkcji życiowych. Zacząłem poruszać rękami i podnosić się, ale zaraz spadałem na twardą podłogę, Po wielu próbach, namacałem stojący w pobliżu fotel i mocno się jego trzymając, wstałem na chwiejne nogi. Już w pozycji stojącej sięgnąłem do kontaktu i zapaliłem nocną lampkę i na chwiejnych nogach, opierając się o meble, dowlokłem się do stolika, na którym miałem glukometr.Zmierzyłem. Aparat wykazał poziom 67 mg/D. Zjadłem kilka kostek cukru.
Pomału wracałem do sił i świadomości. Zapaliłem górne światło i się przeraziłem. Pokój był prawie zdewastowany. Na podłodze porozrzucane przedmioty z kredensu: zegar , telefon , przybory i materiały piśmienne i inne drobiazgi, ale najdziwniejsze było to , że telewizor stojący pod ścianą przy oknie, na stoliku przy moim łóżku, spadł na nie, rozbijając po drodze głośniki od wieży radiowej. Czułem się bardzo osłabiony. Ostatkiem sił postawiłem telewizor na stolik i zwaliłem się na posłanie i natychmiast zasnąłem.
Obudziłem się następnego dnia o 10,00 i zacząłem się zastanawiać, co się właściwie tu stało. Nie pamiętałem nocnego wstawania, nie pamiętam przewracania się, po prostu nic nie pamiętam. Zastanawiałem się jak i dlaczego spadł telewizor i dlaczego pospadały przedmioty. Przecież z własnej woli nie pospadały. Musiała być jakaś przyczyna. Nic nie pamiętam. Całkowita luka w pamięci od godziny 23.00 do 2.30. Tę godzinę zobaczyłem po zapaleniu światła.
A co się mogło wydarzyć? Tylko na zasadzie dedukcji. O 22.50 - wstrzyknąłem sobie insulinę i położyłem się spać. Insulina NovoRapid ma działanie szybkie, ale krótko działające. Działa do trzech godzin, a szczyt osiąga po 1,5 godzinie. Tak więc około godziny 0,30, nastąpił kryzys, czyli hipoglikemia. Musiałem ją poczuć i chciałem się przed nią ratować, ale poziom cukru tak raptownie spadał, że zaraz po przebudzeniu i próbie wstawania, straciłem przytomność. Zdążyłem jeszcze wstać i zrobić krok do kredensu. Chciałem zapalić nocną lampkę, ale już się chwiałem. Osuwając się na podłogę, lewą ręką strąciłem przedmioty z kredensu. Przewracałem się w kierunku okna i musiałem jeszcze zdać sobie sprawę, że przewracając się, uderzą głową o kaloryfer. Ratunkiem był telewizor stojący na stoliku po prawej stronie. Padając, musiałem uchwycić się telewizora i razem z nim upadałem. Telewizor na łóżko - ja na podłogę. Wszystko to działo się działo się między godzinami 23.00 a 2.30 poza moją świadomością. Przerwa w życiorysie.
Dlaczego dałem tytuł " STAN GŁUPOTY " ? Dobrze wiedziałem, że bez konsultacji z lekarzem mogę sobie dodać nie więcej niż 1-2 ju insuliny, ale ja chciałem zrobić eksperyment. Wyliczyłem, że te 5 ju da mi rano wymarzony wynik 100mg/D na czczo. Zignorowałem zalecenie lekarza. Nie wiedziałem, że w oporności insulinowej, ta może zachowywać się inaczej. Wcześniej już zauważyłem, że w moim przypadku NovoRapid daje efekty po 2 - 3 godzinach, a nawet później. W tym dniu nie spodziewałem się takiej reakcji.
No cóż. Domorosłe eksperymenty zawsze kończą się przykro. Ja przeżyłem przykre i już wiem co oznacza utrata świadomości w cukrzycy, a zwłaszcza stan jej przywracania i przywracania funkcji życiowych. Wiem co to jest i przyrzekłem sobie solennie, że nigdy nie doprowadzę się do hipoglikemii.
Mieszkam sam. Nikt więc nie mógł udzielić mi pomocy. Nie mogłem nikogo powiadomić, ani wezwać pogotowia. Byłem zdany tylko na siebie. Gdyby stan glikemii był silniejszy, to następnego dnia, a może nawet za kilka dni, znaleziono by mnie na podłodze, leżącego z głową ku kaloryfera i rękami ponad głową. Wtedy byłoby już za późno na ratunek.
Napisałem to smutne opowiadanie ku przestrodze innych diabetyków'
KOCHANI ! DBAJCIE O SWOJĄ CUKRZYCĘ I SŁUCHAJCIE LEKARZA.
Z CUKRZYCĄ DOBRZE LECZONĄ - MOŻNA ŻYĆ !
piątek, 6 stycznia 2012
Stan głupoty
Wiadomo moim Obserwatorom, że od ponad 25. lat choruję na cukrzycę. Nie będę tu przywoływał definicji tej choroby, ani innych zjawisk z nią związanych i sposobów jej leczenia, bo każdy z nas inaczej ją odczuwa i leczy według wskazówek swojego lekarza. Wspólne, co mają cukrzycy, to dwa zjawiska:
- hipoglikemię - czyli niski poziom glukozy;
- hiperglikemię - czyli wysoki poziom glukozy. Oba te zjawiska są niebezpieczne. Z mojego doświadczenia wynika, że z podwyższonym cukrem można sobie poradzić, a raczej z niskim, a wręcz bardzo niskim, o wiele trudniej. Jeśli nie spostrzeżemy w porę nadchodzącej hipoglikemii i nie zareagujemy, może to mieć dla nas fatalne skutki.
Każdy z nas wyczytał i nie raz słyszał od swego lekarza jak z niedocukrzeniem walczyć. Nosimy z sobą cukier, czy inne słodycze i bierzemy je, kiedy następuje taka konieczność. Zdarza się jednak czasami tak, że hipoglikemia dopada nas niespodziewanie i niekorzystnej porze, na przykład w nocy we śnie, kiedy mamy małe możliwości jej zapobieżenia. Właśnie coś takiego spotkało mnie we śnie. CHCĘ TO OPOWIEDZIEĆ JAKO DOŚWIADCZENIE, KTÓRE MOŻE PRZYDAĆ SIĘ INNYM CHORYM. Miałem nieszczęście przeżyć to zjawisko.
Zdawałem sobie sprawę z tego, że wysoka hipoglikemia prowadzi do utraty przytomności i z powodu niedocukrzenia mózgu, do dużych zmian w tym narządzie. Wiedziałem jak z hipoglikemią walczyć i przez ponad 20. lat życia z cukrzycą, skutecznie zwalczałem jej objawy. Jednak może zdarzyć, że złe obliczenie dawki potrzebnej insuliny, może spowodować sytuację tragiczną. A jednak , mimo tej wiedzy, nie udało mi się uniknąć tego błędu, który był dla mnie przykrym i bolesnym doświadczeniem.
Jednak przydarzyło mi się w nocy z dnia 15. na 16. września 2011 roku, prawdopodobnie między godzinami 0,30 a 2,30. Dzień wcześniej (15. 09.) nic się takiego nie działo. W jedzeniu przestrzegałem diety (jak zwykle) i nic nie wskazywało na możliwość wystąpienia hipoglikemii. Przed kolacją poziom glukozy wynosił 141 mg/D. Zjadłem lekką kolację, wstrzykując sobie przed jedzeniem 8 insuliny. Nie przewidywałem, że po kolacji, o 23,00 aparat wykaże poziom 263 mg/D. Nie znalazłem podstaw do tak wysokiego poziomu
Moja cukrzyca charakteryzuje się tym, że jest oporna na działanie insuliny. Leczony jestem tak zwaną metodą insulino terapii; trzy zastrzyki insuliną NowoRapid w dawkach podstawowych 16 - 8 - 6 ju, ( z możliwością dodatkowych wstrzyknięć na każde 30 mg - 1 ju ), oraz dwa wstrzyknięcia insuliny Insulatard (rano 16 ju i 23,oo -28 ju).
Na ostatniej konsultacji z Panię Diabetolog ustaliliśmy, że w przypadku gdy poziom cukru przekracza 130mg/D, to powinienem wstrzyknąć dodatkowo 1 ju na każde 30 mg po wyżej 100. Stosowałem tę metodę i pomagało. W dniu 15.09. postanowiłem też na każde 30 mg x 1 ju insuliny. Z wyliczenia wynikało dodatkowo 5 ju. Te 8 jednostek przed kolacją i 5 ju o 23.00, zrobiły spustoszenie. Jednak w najlepszej wierze, położyłem się spać. W czasie snu insulina szybko usuwała glukozę z krwioobiegu i w czasie snu nastąpił. krach.
KONIEC CZĘŚCI I. W CZĘŚCI II OPOWIEM CO SIĘ POTEM DZIAŁO.
Subskrybuj:
Posty (Atom)