piątek, 1 listopada 2013

Ucieczka przed świętem "wszystkich świętych" i zaduszkami.

Pierwszy listopad - święto "wszystkich świętych" - dzień wolny od pracy i tuż za nim drugi - już nie wolny. Swój stosunek do tych świąt wyraziłem w postach w poprzednich latach. W tym roku postanowiłem się od nich uwolnić i nie poddawać się ogólnemy amokowi, w jakim znajduje się duża część naszego społeczeństwa i nie biegałem po cmentarzach. Na swoichy grobach byłem kilka dni wcześniej: u Zbyszka i Grzegorza - moich przedwcześnie zmarłych synów; u rodziców i u Galiny na Prawosławnym. Nie muszę sobie przypominać o Nich tylko w te dwa dni. Ja o Nich pamiętam przez cały rok. Oni żyją we mnie, i nie muszę ich przywoływać okazjonalnie. A na groby jeżdżę dwa, czasem trzy razy w roku, ale tylko wtedy, gdy mam taką, wewnętrzną potrzebę, a nie z nakazu religijnego obowiązku.
Wielu moich znajomych szykuje się na spotkanie z "duszami" zmarłych jak na jakąś wyprawę. Czasami aż żal patrzeć na starszych ludzi idących, z zakupionymi, czasami za ostatnie pieniądze, wiązankami i zniczami. Ona idzie o "szwedkach", on podpiera się laską, a w drugiej ręce siatka. Zmęczeni i opadający z sił. Idą, bo tak im nakazuje tradycja, narzucona przez Kościół katolicki. Później te wyprawy odchorywują. W swoim mniemaniu uważają, że spełnili swój obowiązek wobec zmarłych. Tak też myślą młodzi.Też idą ze wględu na tradycję i aby się nie narazić opinii publicznej. Bo co sobie pomyślą patrzący przechodnie na grób zasypany opadłymi liściami i wygasłymi zniczami. Uważają, że taki grób wygląda smutnie. A czy są na naszch cmentarzach groby wesołe? Nie można oceniać ludzi po ilości zapalonych zniczy i położonych kwiatów. Czasami świadczy to o obłudzie i chęci pokazania się znajomym, że troszczę się o pochowaną tu osobę, mimo że za życia nie wiodło się najlepiej.
Każdy człowiek ma wolną wolę i postępuje tak, jak uważą. Ja nikomu nie odbieram prawa chodzenia na mogiły swoich bliskich. Wielu ludziom wyjście w ten dzieńna cmentarz jest potrzebne i nie moż nikt tej potrzeby zabronić. Wielu tylko na cmentarzu może rozmyślać nad przemijaniem i refleksji nad swoim życiem. Gdyby nie poszli, to uważaliby, że popełnili grzech zaniedbania . Jest to im potrzebne tak, jak różaniec podczas wieczornej modlitwy. Gdyby nie poszli, mieliby poczucie niespełnionego obowiązku wobec zmarłych.
Ja też mam wolną wolę i chodzę na cmentarz kiedy chcę. Zgodnie ze swoimi potrzebami odwiedzam swoje groby 2-3 razy w roku wtedy, gdy mam wewnętrzną potrzebę medytacji. Inni w dniu 1-2 listopada. Ich wola - ich prawo.
Jednak na zadawane mi pytanie: czy byłem w tych dniach na cmentarzach? gdybym odpowiedział twierdząco, to pytający wyrazi zainteresowanie i swego rodzaju zadowolenie. Ja jednak odpowiadam, że w tych dniach po cmentarzach nie latam i wtedy następuje konsternacja, zdziwione milczenie i nowe pytanie: jakto! Nie masz żadnych grobów bliskich ci osób? Mam. Uważają mnie za dziwaka. Nie mogę nikogo ze swoich znajomych przekonać do swoich racji. Oni mają pamięć na cmentarzu - ja w sercu. Taki stosunek do mnie uważam za swego rodzaju dyskryminację. Dlaczego mam się tłumaczyć ze swich postaw życiowych?
No cóż ... Chociarz dobrze, że nikt mnie siłą na cmentarz nie pognał. Ark.Hen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz