Zbliżają się dwa miesiące (listopad - grudzień) w których święta kościelne wprowadzaja wielu ludzi w ogromne stresy. Przedstawiam swoje przemyślenia zapisane w notatniku. Liczę na ocenę moich obserwatorów. Pozdrawiam Ark Hen
2.11.1997r.
Święto zmarłych, czyli „wszystkich świętych”, obchodzone jest w Polsce bardzo uroczyście. Wytwarza to jakąś ogólną psychozę. Jeśli nie pójdziesz na cmentarz, to zaraz stres, poczuwasz się do tego, że nie spełniłeś obowiązku wobec zmarłych. Psychoza. Jest to społeczne zmuszanie człowieka do udziału w czymś, czego sam nie pochwala. Ja chodzę na cmentarz wtedy, kiedy mam taką potrzebę. Może to być każdy dzień w roku. Jednak sam ulegam tej psychozie, może ze względu na ludzi, aby moje groby nie były zaniedbane i żeby się ludzie nad nimi nie użalali.
2.11.1997r.
Święto zmarłych, czyli „wszystkich świętych”, obchodzone jest w Polsce bardzo uroczyście. Wytwarza to jakąś ogólną psychozę. Jeśli nie pójdziesz na cmentarz, to zaraz stres, poczuwasz się do tego, że nie spełniłeś obowiązku wobec zmarłych. Psychoza. Jest to społeczne zmuszanie człowieka do udziału w czymś, czego sam nie pochwala. Ja chodzę na cmentarz wtedy, kiedy mam taką potrzebę. Może to być każdy dzień w roku. Jednak sam ulegam tej psychozie, może ze względu na ludzi, aby moje groby nie były zaniedbane i żeby się ludzie nad nimi nie użalali.
2.11.1998r.
Przez ostatnie dwa dni odwiedziłem kilka grobów swoich bliskich. Jednak nie wszystkie. Nie byłem u Zygmunta i Gieńka, u stryjków i innych Henszelów. Nie byłem też na grobie ciotki Stachy. Gdzieś w Jeleniej Górze jest pochowana moja chrzestna ciotka Janka. Nie ma okazji, aby tam pojechać. Kiedyś gdzieś wyczytałem, że człowiek żyje dotąd, dopóki choć jeden człowiek o nim pamięta.
Pogoda była marna. Wczoraj na Bródnie cały czas siąpiło. Dlatego i ludzi było mniej. To święto powinno być latem. Ludzie nie marzliby i nie narzekali, że ten obowiązek wobec zmarłych muszą wypełniać w tak brzydką pogodę.
W TV 31.10 i 1.11 nadawali wiele wspomnieniowych audycji. Mówili o zmarłych sportowcach, artystach, poetach. Wymieniano nazwiska wielu ludzi zasłużonych dla naszej kultury. Czas pamięci o przemijaniu. Kiedyś i mój czas przyjdzie i inni będą czuli się w obowiązku przychodzenia na mój grób. Takie jest życie. A co do tego święta: uważam, że nie powinno ono istnieć. Ludzie uważają za swój obowiązek iść na cmentarz właśnie w tym dniu. Jeśli nie pójdą, to gnębią ich wyrzuty jakiegoś niedopełnionego obowiązku. Wydaje się, że ten nieodwiedzony grób jakoś płacze i jest czymś gorszym. Przechodzący koło niego wyrażają litość nad „niby” zaniedbanym grobem, na który nikt nie przyszedł. Ta psychoza udziela się i mnie, choć na groby swoich bliskich chodzę częściej niż ten jeden raz w roku.
2.11.2002r.
Dziś jedziemy do Sulejówka na grób rodziców i Grzegorza. Jedzie z nami Czesia. Potem obiad u nas. A poza tym nic się nie będzie działo. Wstąpimy na jakąś godzinkę do Zygmunta, bo będąc na cmentarzu u zmarłych nie wypada nie wstąpić do żywych.
Ludzie częściej odwiedzają zmarłych niż żywych. Żywi natomiast spotykają się wszyscy na pogrzebach. Tak się jakoś przyjęło w kulturze katolickiej.
Większość ludzi nie uznaje święta „wszystkich świętych jako dnia sławienia świętych. Jest to dla wielu tylko dzień pamięci o zmarłych.
Na świecie nie ma dnia, żeby nie działy się jakieś kataklizmy. Jak nie akcje terrorystyczne, to walka z siłami przyrody. W tym tygodniu nastąpiła erupcja wulkanu Etna połączona z trzęsieniem ziemi we Włoszech. W jednym z miasteczek na Sycylii zawaliła się szkoła. Zginęło 29 osób, w tym 25 dzieci. Papież za nich się modli, lecz jego modlitwy zdają się „psu na budę”, tak jak wszystkie jego modły i nawoływania. A głupi wierzą, że on coś może. Nic nie może. Ślepe siły przyrody są niezależne od jakiegokolwiek boga, a ludzie też nie liczą się z tym, co według Jana Pawła II nakazuje im Bóg. Mimo swej religijności okazywanej bliskim na co dzień są niewierzący i postępują nie według prawa bożego, lecz według dzikich praw przyrody.
Czy to znaczy, że ten, co nie wierzy jest dzikusem zdolnym do zabijania, czynienia gwałtu i zła? Nie. Oprócz praw przyrody, którymi kieruje się cały świat zwierzęcy istnieją jeszcze prawa ogólnoludzkie, humanistyczne, które były pierwotne w stosunku do praw boskich. Z nich to Kościół wybrał Dziesięcioro Przykazań, chcąc w ten sposób ucywilizować prawa natury i stępić antykościelne prawa humanistyczne. To się prawie udało.
Dziś jedziemy do Sulejówka na grób rodziców i Grzegorza. Jedzie z nami Czesia. Potem obiad u nas. A poza tym nic się nie będzie działo. Wstąpimy na jakąś godzinkę do Zygmunta, bo będąc na cmentarzu u zmarłych nie wypada nie wstąpić do żywych.
Ludzie częściej odwiedzają zmarłych niż żywych. Żywi natomiast spotykają się wszyscy na pogrzebach. Tak się jakoś przyjęło w kulturze katolickiej.
Większość ludzi nie uznaje święta „wszystkich świętych jako dnia sławienia świętych. Jest to dla wielu tylko dzień pamięci o zmarłych.
Na świecie nie ma dnia, żeby nie działy się jakieś kataklizmy. Jak nie akcje terrorystyczne, to walka z siłami przyrody. W tym tygodniu nastąpiła erupcja wulkanu Etna połączona z trzęsieniem ziemi we Włoszech. W jednym z miasteczek na Sycylii zawaliła się szkoła. Zginęło 29 osób, w tym 25 dzieci. Papież za nich się modli, lecz jego modlitwy zdają się „psu na budę”, tak jak wszystkie jego modły i nawoływania. A głupi wierzą, że on coś może. Nic nie może. Ślepe siły przyrody są niezależne od jakiegokolwiek boga, a ludzie też nie liczą się z tym, co według Jana Pawła II nakazuje im Bóg. Mimo swej religijności okazywanej bliskim na co dzień są niewierzący i postępują nie według prawa bożego, lecz według dzikich praw przyrody.
Czy to znaczy, że ten, co nie wierzy jest dzikusem zdolnym do zabijania, czynienia gwałtu i zła? Nie. Oprócz praw przyrody, którymi kieruje się cały świat zwierzęcy istnieją jeszcze prawa ogólnoludzkie, humanistyczne, które były pierwotne w stosunku do praw boskich. Z nich to Kościół wybrał Dziesięcioro Przykazań, chcąc w ten sposób ucywilizować prawa natury i stępić antykościelne prawa humanistyczne. To się prawie udało.
Długi stres kościelny.
Dwa ostatnie miesiące roku przyprawiają nas o wzmożoną ilość stresu kościelnego. Już od połowy września zaczynamy się martwić, czy zdążymy objechać wszystkie cmentarze, oporządzić groby naszych zmarłych i przy każdym zastanowić się chwilę nad Jego życiem i śmiercią. Przypominają nam o tym obowiązku publiczne środki masowego przekazu, z jednej strony przekonując nas, że to nasza katolicka powinność i patriotyczny obowiązek, że stosunkiem do zmarłych różnimy się od innych narodów i wyznań religijnych. Pokazuje się nam groby sławnych Polaków zasłużonych dla Narodu jak i zdrajców, szpiegów obcego wywiadu ( płk Kukliński) i każe się nam o nich w tym dniu pamiętać
Z drugiej strony straszą nas zatorami na drogach, ograniczeniami w ruchu drogowym, możliwością wypadków, złodziejstwem na cmentarzach i innymi kataklizmami, które w tym dniu mogą nas spotkać. ( W ciągu trzech dni świątecznych wydarzyło się około 600 wypadków drogowych w których zginęły 72 osoby – czy papież wspomni o nich w najbliższą niedzielę z okna Watykanu?)
W każdym kościele katolickim bębnią nam na okrągło o tym, jakie to szczęście nas spotkało, że umarł nam ojciec, matka, dziecko czy przyjaciel. Przecież wg nich oni nie zmarli, oni zmienili miejsce zamieszkania na lepsze. Totalna bzdura. Ja ciągle nie mogę przeboleć śmierci swojego syna , bo jeszcze jego miejsce powinno być na Ziemi wśród nas. Ta cała kościelna krucjata przed świętem „Wszystkich Świętych” służy tylko napędzaniem koniunktury handlowej dewocjonaliami i wyciąganiem przez kler ostatniego grosza od wiernych za dusze zmarłych podczas mszy wspominkowej. Przy każdej bramie cmentarnej i przy wejściach do kościołów widać czarny stolik z księdzem czekającym na datki z tej okazji.
Ta sytuacja doprowadza nas do głębokiej depresji, zwłaszcza gdy nie jesteśmy w stanie (zdrowie, czas i inne losowe sytuacje) sprostać cmentarnym obowiązkom. Robimy wszystko by sprostać, bo co sobie o nas ludzie pomyślą.
Jakość grobu, w dniu tego święta, jest wyznacznikiem naszego stosunku do zmarłych. Twierdzenie nieprawdziwe. O bliskich, którzy odeszli nie zapomina się nigdy. Oni żyją dotąd w naszej pamięci i myślach, dopóki my żyjemy. I nie ważne jak wygląda nasz grób w dniu 1 listopada, ważna jest nasza pamięć o tym, kogo w nim złożono, a pamięć ta nie znika natychmiast po zapaleniu świeczki i odetchnięciu z ulgą, że spełniło się obowiązek wobec zmarłych.
O zmarłych pamiętajmy przez cały rok. Świeczkę i kwiaty możemy złożyć każdego dnia roku i tyle razy kiedy poczujemy taką potrzebę. Unikniemy wtedy stresu kościelnego związanego z dniem „Wszystkich Świętych”.
Jeszcze nie zgasły ognie ostatnich zniczy na grobach naszych bliskich, a już handlowcy w reklamach przypominają nam o nowym stresie, w który nas wpędzą. I nie tylko handlowcy. Proboszcz jednej z parafii na warszawskim Ursynowie ogłosił swoim wiernym, że od połowy listopada rozpoczyna tzw. „kolędowanie”, to jest chodzenie księży rzymskokatolickich od mieszkania do mieszkania po tradycyjne datki bożonarodzeniowe. Według proboszcza zakończy on akcję dopiero w marcu, bo jego księża muszą dotrzeć do wszystkich 28 tysięcy parafian.
I znów stres. Najpierw wpędzą nas w niego handlowcy wmawiając nam, że z okazji świąt każdy powinien otrzymać prezent. Ich nie obchodzi skąd dziadek czy babcia, bezrobotny rodzic czy samotna matka będąca na zasiłku wezmą na to pieniądze. Oni tak rozkręcą reklamy, tak zamącą w głowach, że ten kto nie kupi prezentu, albo będzie się chciał wyłamać z tradycji, będzie się czuł winnym zaniedbania – i to jest jedna strona stresu świątecznego.
Jego druga strona należy do kleru. Księża będą nas przekonywać o różnych dobrodziejstwach spływających na nas z okazji tych świąt. Pomysłowość ich nie zna granic. I nie chodzi tu tylko o to aby czcić dzień narodzenia Chrystusa, lecz o zebranie jak najwięcej pieniędzy. Temu celowi służy księże kolędowanie. Ksiądz pod pozorem odwiedzin przychodzi po wcześniej przygotowaną kopertę. Nie zdarzyło się w historii księżego kolędowania , by duchowny wchodząc do biednego domu wyjął jakieś własne pieniądze i położył je na stół, na przykład na słodycze dla dzieci. Nie zdarzyło się, żeby ksiądz przychodząc do rodziny z dziećmi wyciągnął z kieszeni swej sutanny cukierki i obdarował nim dzieciaki. Zawsze tylko oni biorą.
Ostatnio kolędowanie stało się również elementem kościelnego szpiegostwa. Jak powszechnie wiadomo, wszyscy jesteśmy zapisani w parafialnych komputerach. Odnotowuje się, w prowadzonych w nich kartotekach, wszystkie sprawy. Obok imienia i nazwiska są tam dane personalne wszystkich członków rodziny i uwagi o ich pobożności, hojności, posłuszeństwie wobec proboszcza, udziale w ceremoniach kościelnych i egzorcyzmach, poglądach na różne interesujące Kościół tematy, o intymnych sprawach rodziny, a przede wszystkim powinności nasze wobec parafii zwłaszcza finansowe.
Kolędnicy w sutannach zadawać będą pytania, których nie powstydziłby się nawet wytrawny prokurator czy inny członek sejmowej komisji śledczej. Przy tym zachowywać się będą arogancko pouczając i ganiąc udzielającego odpowiedzi gospodarza domu, u którego jest gościem i powinien zachowywać się jak na gościa przystało. Wszystkie zebrane w czasie kolędowania wiadomości będą wykorzystane przeciw nam w najmniej spodziewanym momencie.
Starajmy się przeżyć ten ciężki okres spokojnie. Tradycyjne wolne dni wykorzystajmy radośnie jako święto rodzinne i nadajmy im świecki charakter. 1
1 Opublikowany w Biuletynie Informacyjnym APP „RACJA” nr 11(19) z grudnia 2004 r.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz