środa, 8 grudnia 2010
Dziś czwarta rocznica.
Dziś mija czwarta rocznica śmierci mojego syna Zbyszka. Mimo mijającego czasu nie mogę się z tym pogodzić. Według biologii, jak mawia moja ciotka, to on powinien wyprawić mi pogrzeb. Stało się odwrotnie. Trudno. Takie jest życie. Nie mogę, ze względów zdrowotnych, być dziś na cmentarzu. Świeczka pamięci pali się przy Jego zdjąciu na półce. On jest ze mną codziennie i nie czeka na mnie na cmentarzu. Cztery lata temu, w czasie uroczystości pogrzebowych w kościele Garnizonowym na ul. Długiej w Warszawie, zauważyłem , w bocznej nawie kobietę z około 4-5 letnim dzieckiem, bardzo płaczącą. Była jedyną osobą w kośćiele, wśród ponad 200 uczestników pożegnania, która okazywała swój żal płacząc. Zwróciłem na to uwgę, ale i sam byłem zrozpaczony. Po pogrzebie pamięć o tej kobieie nie dawła mi spokoju i dziś nie daje. Kim ona dla Zbyszka była? Nie wiem czy się dowiem. Być może jestem tego już dziś 8 -9 latka dziadkiem? Bo kto inny niż blizka Zbyszkowi kobieta mogła tak z boku rozpaczać. Może za mojego życia jeszcze się dowiem. Dziękuję wszystkim tym, którzy o nim pamiętają. Będę wdzięczny za wiadomość o tej , płczącej kobiecie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz